Aktualności

Adam Krużyński – Cały czas działamy w kryzysie (wywiad, cz.2)

Sezon 2019 od samego początku nie układa się po myśli Get Well Toruń i wiele wskazuje na to, że drużyna zaliczy pierwszy w historii spadek do niższej ligi. O przyczynach kryzysu, postawie zespołu i formie poszczególnych zawodników, a także o pracy sztabu szkoleniowego i perspektywach na przyszłość rozmawiam z Adamem Krużyńskim, który po odejściu Jacka Frątczaka przejął obowiązki managera toruńskiej drużyny. 

 

Czy Jason Doyle, który jest liderem tej drużyny i zalicza niesamowity sezon w polskiej lidze, jest w stanie doradzić coś kolegom?

Mieliśmy takie sytuacje, że Jason zdradzał chłopakom dokładne ustawienia swojego motocykla, ale kiedy zastosował je ktoś inny, to nie było efektu, pomimo tego, że startował na silniku od tego samego tunera. Żużel stał się sportem niezwykle technologicznym i przez to mamy takie sytuacje, że ustawienia, które pasują jednemu zawodnikowi kompletnie nie działają u drugiego. Naprawdę nie mamy problemu z tym, że zawodnicy nie chcą sobie pomagać. Wręcz przeciwnie, są otwarci na współpracę, ale niestety nie przekłada się to na wyniki.

Czy Jason Doyle nie jest momentami sfrustrowany, że jego wysokie zdobycze punktowe idą na marne, bo brakuje wsparcia reszty zespołu?

Nie wydaje mi się. Jeżeli pojawia się jakaś frustracja, to dotyczy ona wyłącznie jego poziomu sportowego, czy wyniku osiągniętego w danym spotkaniu. Jason często wyraża swoją troskę i zaniepokojenie sytuacją zespołu. Postawa kolegów nie odbija się na jego samopoczuciu, ale trudno oczekiwać, żeby miał pełną satysfakcję. Wszyscy żużlowcy są indywidualistami, ale podczas meczu ligowego ich zdobycze punktowe składają się na wynik zespołu. Jeżeli brakuje zwycięstwa drużyny, to nawet najlepiej punktujący zawodnik nie może być do końca zadowolony. To jednak nie deprymuje go przy okazji następnych spotkań. Jason zdaje sobie sprawę, że będziemy eksploatować go do granic regulaminu. Praktycznie w każdym meczu jedzie sześć biegów, ponieważ zastępuje kolegów w ramach rezerwy taktycznej. Kiedy pojawia się taka możliwość, to musimy go wykorzystać, a przy okazji znaleźć taki moment, żeby zmiana przynosiła zespołowi jak najwięcej korzyści.

Co się dzieje z Nielsem Kristianem Iversenem, bo wygląda na to, że stracił całą moc z początku sezonu, a przecież miał być jednym z liderów tego zespołu.

Niels ma problemy ze sprzętem. Pewnie gdyby inaczej przygotował się do sezonu i nieco bardziej zróżnicował swój park maszyn, to byłoby mu łatwiej. Postawił w zasadzie tylko na jednego tunera, a te jednostki silnikowe nie okazały się idealne. Brakowało mu prędkości i przez to trudno było walczyć w każdym meczu o zwycięstwa biegowe. Na pewno stać go na dużo więcej. Takie były też nasze oczekiwania. Niels miał być drugim po Jasonie liderem tej drużyny, a w obecnym sezonie obserwujemy jego walkę ze słabościami i brakiem regularności, ale taki właśnie jest żużel. To sztuka wyboru i popełniania jak najmniejszej ilości błędów. W przypadku Nielsa te wybory nie były najlepsze, a błędów pojawiło się niestety sporo.  

Zaskakująca jest też niemoc braci Holderów. Wydawało się, że Chris uporał się ze swoimi problemami, a Jack będzie czynił regularny progres. Tymczasem przełomu nie ma.

Obaj mają problem z powtarzalnością, bo raz notują dobre występy, a za chwilę dużo gorsze. Chris jest pewnym punktem drużyny na Motoarenie ale już na wyjazdach przytrafiają mu się wyjątkowo słabe występy. Obaj cały czas korzystają z tego samego sprzętu, więc to jest tym bardziej zastanawiające. Wielokrotnie widać też, zwłaszcza na meczach wyjazdowych, że mają problem z dopasowaniem się do warunków torowych. To powoduje, że dużo później wchodzą w spotkanie, a ich zdobycze punktowe są znacznie słabsze. Mam swoje przemyślenia na ten temat, ale na razie wolę zostawić je dla siebie. Powiem tylko tyle, że przyda się im zmiana podejścia i trochę inna organizacja teamu. Wierzę, że konieczne zmiany zostaną wprowadzone i dzięki temu obaj staną się lepszymi zawodnikami.

Myśli Pan, że ich przyszłość będzie wiązać się z Toruniem?

Wszystko zależy od tego, jak sprawy się potoczą w kilku najbliższych tygodniach. Chciałbym zwrócić uwagę, że już nie raz mieliśmy możliwość zastąpienia Chrisa Holdera, ale ostatecznie nie decydowaliśmy się na taki ruch. Każdy z nas może mieć swoje przemyślenia czy oczekiwania względem tego zawodnika. Gdybyśmy przed sezonem powiedzieli, że w jego miejsce pojawi się na przykład Mikkel Michelsen, to wiele osób zapewne pukałoby się w czoło. Podobną sytuację mieliśmy dwa lata temu, kiedy z klubu odchodził Michael Jepsen Jensen. Wtedy też stanęliśmy przed dylematem, czy postawić na niego, czy dać kolejną szansę Chrisowi. Podejrzewam, że większość kibiców wskazałaby na Chrisa jako zawodnika, który powinien z nami zostać. Pamiętajmy, że rynek jest bardzo wąski. Na pewno nie rzucałbym stwierdzeniami, że możemy sobie pozwolić na wymianę każdego z tych zawodników. Działania związane z budowaniem zespołu są naprawdę bardzo trudne. Chris i Jack to jednak chłopaki stąd, także miejmy nadzieję, że również w trudnym momencie dla klubu będą razem z nami.

Trudny jest też powrót Rune Holty do ścigania na wysokim poziomie. Dlaczego on nie może odbudować się po tej kontuzji?

Decydują o tym dwa czynniki. Po pierwsze wiek zawodnika, a po drugie brak startów. Rune nie miał możliwości, żeby dobrze wejść w ten sezon, bo nie miał się gdzie rozjeżdżać. W zasadzie zaplanował występy jedynie w polskiej lidze i dopiero kiedy zaczął startować w Niemczech, to odjechał znacznie więcej biegów. Z każdym kolejnym wyścigiem Rune staje się mocniejszy, natomiast nie da się ukryć, że my jesteśmy w sierpniu, a on ze swoją dyspozycją znajduje się w okolicach kwietnia, ewentualnie maja.

Czy zakontraktowanie Norberta Kościucha było dobrym pomysłem, biorąc pod uwagę jak wielkie były jego oczekiwania, a jak niewiele dostał w zamian? Mam wrażenie, że relacje między nim, a klubem często były bardzo napięte.

Ja bym tego tak nie oceniał. Pamiętajmy, że na początku sezonu nie było Rune Holty i Norbert dostawał swoje szanse. Pierwsze mecze jechaliśmy jednak z tak silnymi przeciwnikami, że nie było mu łatwo ani wejść w sezon, ani punktować na wysokim poziomie. Kalendarz, który zaserwowała nam Ekstraliga w tym sezonie, to z pewnością jeden z powodów naszych problemów. Jeżeli w czterech pierwszych meczach mierzymy się z faworytami ligi i ponosimy kolejne porażki, to lekko nie jest, bez względu na to, czy mówimy o Norbercie, czy którymkolwiek z zawodników. W trakcie tych meczów Norbert nie mógł odjechać wszystkich czterech programowych biegów, ponieważ musieliśmy reagować na sytuację, w której się znaleźliśmy. Norbert był zastępowany w ramach rezerwy taktycznej lub zwykłej, bo w danym momencie wydawał się słabszym zawodnikiem, niż ten, który go zastępował. To nie dawało mu zbyt dużego komfortu i powodowało jego niezadowolenie.

Można powiedzieć, że sytuacja bez wyjścia. Działania sztabu szkoleniowego wydawały się uzasadnione, ale argumenty Norberta również.

Każdy zawodnik potrzebuje jak najwięcej jazdy, żeby nabrać pewności siebie. Niestety nie mogliśmy zagwarantować tego Norbertowi, ze względu na sytuację, w jakiej znalazł się zespół. On miał świadomość, że będzie musiał wywalczyć sobie miejsce w składzie. Wiadomo, że chciałby jeździć znacznie więcej, a skoro nie dostał takiej możliwości, to teraz może nam powiedzieć, że nie miał jak zbudować dobrej formy. Nie mieliśmy jednak innego wyjścia. Kiedy drużyna zmaga się z kryzysem, to próbujemy ratować się przed przegraną. Wtedy nasze działania na pewno nie dają spokoju poszczególnym zawodnikom.

Wyobraża Pan sobie drużynę z Torunia w pierwszej lidze?

Jako kibic tej drużyny mam problem, żeby wyobrazić ją sobie poza ekstraligą. To jest dla mnie wręcz niewyobrażalne. Trudno jest pogodzić się z tą sytuacją. Powrót na pewno nie będzie łatwy. Mówimy o zupełnie innym budżecie. Trzeba będzie przebudować zespół i podjąć wiele decyzji, które będą mogły zagwarantować nam lepszy wynik w przyszłości. Wydaje mi się, że to będzie też pewien test dla klubu oraz wszystkich osób, które są z nim związane, zaczynając od kibiców, a kończąc na pracownikach i działaczach. Pamiętajmy, że nawet po największych burzach pojawia się słońce. Sport uczy pokory i silnego charakteru, więc wszyscy wspierający nasz klub powinni okazać swoje wsparcie.

Myśli Pan, że Toruń zda ten test?

To będzie zupełnie nowy okres w historii toruńskiego żużla. Jeżeli spojrzymy na przykłady innych zespołów, które w przeszłości musiały przełknąć gorycz podobnej porażki, to zauważymy, że to nie jest sytuacja bez wyjścia. Naprawdę chciałbym uzmysłowić wszystkim, że w sporcie nie zawsze można wygrywać. Czasami trzeba zmierzyć się z porażką i próbować przekuć ją na jakiś sukces w przyszłości. Wierzę, że ta sytuacja będzie nas tylko wzmacniać. Może dzięki temu staniemy się mądrzejsi i nie będziemy popełniać błędów, które pojawiły się w tym oraz w poprzednich sezonach.

Brzmi obiecująco.

Chciałbym, żeby całe nasze środowisko zareagowało na to w taki sposób. Jeżeli wszyscy będziemy używać naszej porażki wyłącznie jako pożywki, żeby znęcać się nad klubem czy atakować związane z nim osoby, to nic z tego nie wyjdzie. W takich sytuacjach powinniśmy stać się skonsolidowaną społecznością, ludźmi, którzy mają wspólny cel i chcą zrobić coś dobrego.

Jaka przyszłość czeka toruński żużel?

Głównym determinantem będzie budżet. W oparciu o pieniądze, które uda się nam uzbierać, będziemy zmieniać ten klub i budować nową drużynę. Pobyt Torunia w pierwszej lidze powinien być jak najkrótszy. Wszyscy będziemy myśleć, co zrobić, żeby tak się stało. Plan jest taki, żeby po jednorocznym rozbracie z ekstraligą, Toruń wrócił tam, gdzie jego miejsce.

Rozmawiał: Karol Śliwiński