Aktualności

Dekada z Motoareną – sezon 2013

Sezon 2013 przyniósł torunianom wiele problemów, które odcisnęły swoje piętno na przebiegu rozgrywek i pociągnęły ze sobą szereg poważnych konsekwencji. Drużyna od samego początku musiała mierzyć się z przeciwnościami losu, a mimo tego zdołała wjechać do wielkiego finału i miała szansę na bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę wszystkie niesprzyjające okoliczności. Niestety na koniec doprowadziła do sporego skandalu, który do dzisiaj potrafi odbijać się potężną czkawką.

Napięcie wokół toruńskiego klubu zaczęło narastać już w okresie przerwy międzyseznowej, kiedy pojawiły się informacje, że do drużyny może dołączyć Tomasz Gollob. Mistrz Świata z 2010 roku miał za sobą nieco słabszy sezon w Stali Gorzów i jasne stało się, że zimą opuści zespół z województwa lubuskiego, więc działacze ówczesnego Unibaksu wpadli na pomysł, żeby ściągnąć go do Grodu Kopernika. „Chudy” od samego początku bardzo dobrze czuł się na toruńskiej Motoarenie, gdzie w przeszłości wygrywał Indywidualne Mistrzostwo Polski, turniej Grand Prix, a także notował świetne występy w meczach ligowych. 

Gollob miał pomóc w powrocie na ligowy szczyt, ale część środowiska kibicowskiego nie chciała zaakceptować wychowanka Polonii Bydgoszcz w składzie swojej drużyny, dlatego rozpoczęły się protesty przeciwko temu pomysłowi. To jednak nie zmieniło decyzji władz toruńskiego klubu, które wkrótce przedstawiły Golloba jako zawodnika Unibaksu Toruń. Od tego momentu toruńscy kibice zaczęli dzielić się na zwolenników i przeciwników polskiego zawodnika, co wielokrotnie dało się odczuć na trybunach Motoareny.

Zanim jednak Gollob dołączył do składu, zespół dysponował już silnymi fundamentami w osobach Ryana Sullivana, Chrisa Holdera, Darcy’ego Warda, Adriana Miedzińskiego, Pawła Przedpełskiego i braci Pulczyńskich. Niestety stało się jasne, że w takim zestawieniu nie będzie mógł przystąpić do rozgrywek ligowych, ze względu na wprowadzony wcześniej KSM i przekroczenie górnego limitu. W praktyce oznaczało to, że w każdym meczu jeden z liderów będzie musiał siedzieć na ławce, bo nie zmieści się w awizowanym składzie. W międzyczasie pojawiło się mnóstwo zawirowań formalnych wokół toruńskiego klubu, co tylko przedłużało niepewność, co do ostatecznego kształtu drużyny spod znaku anioła. 

Wkrótce o zakończeniu kariery dość nieoczekiwanie poinformował Ryan Sullivan. Oficjalnym powodem miały być problemy zdrowotne, spowodowane kontuzją odniesioną pod koniec sezonu 2012, ale nieoficjalnie mówiło się, że Australijczykowi trudno było dogadać się z toruńskim klubem i nie bardzo podobała mu się perspektywa walki o miejsce w składzie. Jako uzupełnienie formacji seniorskiej, do drużyny dołączył ostatecznie Kamil Brzozowski, dysponujący najniższym możliwym KSM-em. W Toruniu wykrystalizowała się jasna sytuacja. Każdy miał pewne miejsce w składzie i gwarancję startów, ale zespół stracił swój pierwotnie zakładany atut, czyli silnego rezerwowego na wypadek kontuzji i zdarzeń losowych. Przekorny los pokazał, jak bardzo przydałby się on „Aniołom”.

Rozgrywki ligowe, ze względu na pogodę, ruszyły z dwutygodniowym opóźnieniem. To nie była łatwa runda zasadnicza dla toruńskiego sztabu szkoleniowego. Skład był uszyty na miarę, ale co chwilę trzeba było go przeszywać. Zaczęło się od majowego złamania łopatki przez Darcy’ego Warda podczas jednej z rund Grand Prix. Na szczęście za Australijczyka, który pauzował w siedmiu kolejnych meczach, można było stosować zastępstwo zawodnika. Problemom nie było jednak końca, ponieważ kiedy młodszy z „Kangurów” wrócił wreszcie do składu, to na początku lipca w brytyjskiej Elite League rozbił się jego rodak Chris Holder. Obrażenia odniesione przez kapitana Unibaksu okazały się na tyle poważne, że w praktyce oznaczały przedwczesne zakończenie sezonu, a nawet chwilową przesiadkę na wózek inwalidzki. W rzeczywistości ta kontuzja w bardzo dużym stopniu wpłynęła na dalszą karierę Australijczyka, ponieważ już nigdy nie wrócił do poziomu prezentowanego przed wypadkiem, a poza tym mocno zatracił swój charakterystyczny i ekwilibrystyczny styl jazdy na motocyklu.

W obliczu problemów zdrowotnych kapitana, drużyna znalazła się w niezwykle trudnym położeniu. Przepisy spowodowały, że za Holdera nie można było zastosować zastępstwa zawodnika, dlatego w składzie chwilowo pojawili się tacy zawodnicy jak Edward Kennett czy Matej Kus. Najwięcej emocji wzbudziło jednak wznowienie kariery przez Ryana Sullivana, który postanowił pomóc swojej byłej drużynie. Australijczyk wystąpił w czterech meczach i całkiem nieźle prezentował się na motocyklu, ale pod względem punktowym nie zwojował polskiej ligi. Po jego myśli ułożyło się tak naprawdę tylko jedno spotkanie na Motoarenie, które zakończył z dziewięcioma punktami i bonusem na koncie.

Torunianie starali się za wszelką cenę radzić sobie z przeciwnościami losu. W rundzie zasadniczej przegrali tylko jeden mecz przed własną publicznością. Pod koniec lipca na Motoarenie minimalnie lepszy okazał się Stelmet Falubaz Zielona Góra (46:44). W pozostałych spotkaniach rozgrywanych w Grodzie Kopernika torunianie regularnie dobijali do granicy 50 punktów, zdobywając średnio nieco ponad 54 oczka. Poza tym, w początkowej fazie rundy zasadniczej wywieźli zwycięstwa z Zielonej Góry i Bydgoszczy, a także remis z Leszna i zdobyli osiem z dziewięciu możliwych do zdobycia punktów bonusowych. Wbrew wcześniejszym obawom, walka o medale nie przeszła torunianom koło nosa. „Anioły” zajęły trzecie miejsce i rzutem na taśmę wjechały do fazy play-off, wyprzedzając bezpośrednich rywali o zaledwie jeden punkt. 

W półfinale torunianie zmierzyli się z drużyną z Częstochowy. W rundzie finałowej możliwe stało się stosowanie zastępstwa zawodnika za Chrisa Holdera, ale sztab szkoleniowy zdecydował, że na Motoarenie szansę dostanie Ryan Sullivan. To był ostatni mecz Australijczyka w barwach toruńskiego klubu. Zdobył w nim zaledwie jeden punkt i później nie był już powoływany do składu. Mecz w Toruniu zakończył się zwycięstwem „Aniołów” 49:41. Spotkanie zostało zapamiętane ze względu na poważny wypadek Emila Sajfutdinowa i Adriana Miedzińskiego, w wyniku którego Rosjanin nie dokończył sezonu i stracił szansę na tytuł Mistrza Świata.

W rewanżu pod Jasną Górą również nie brakowało emocji. Czerwoną kartkę obejrzał Rafał Szombierski, przez co nie był w stanie pomóc swojej drużynie. Kwestia awansu do finału rozstrzygała się dopiero w biegach nominowanych. Na tablicy wyników widniał remis, więc częstochowianie potrzebowali dwóch podwójnych zwycięstw, żeby odprawić rywala z kwitkiem. Po pierwsze z nich sięgnęli w biegu czternastym. W ostatniej gonitwie dnia torunianie jechali po wynik, który gwarantował im przepustkę do dwumeczu o złoto, ale nagle doszło do wypadku, którego sprawcą był Tomasz Gollob. Sędzia wykluczył go z powtórki, a w niej Michael Jepsen Jensen i Rune Holta wyszli na podwójne prowadzenie przed Darcy’ego Warda. 

W pewnym momencie Australijczykowi postawiło motocykl i stracił szansę na wyprzedzenie rywali z Częstochowy. Torunian uratował defekt Norwega z polskim paszportem, który nie dojechał do mety, a po biegu załamany położył się na murawę. Prawda jest jednak taka, że nawet gdyby zameldował się na kresce, to do finału i tak wjechaliby torunianie, ponieważ w czternastym biegu nie miał prawa jechać Artur Czaja. Po spotkaniu zweryfikowano wynik i odjęto punkty młodego częstochowianina.

W ten sposób Motoarena po raz drugi w historii stała się świadkiem wielkiego finału polskiej ligi, a rywalem „Aniołów” ponownie był zespół z Zielonej Góry. Każdy kto zacierał ręce na efektowny rewanż za sezon 2009 na pewno nieco się rozczarował. Przed własną publicznością torunianie wygrali różnicą zaledwie trzech punktów, co stawiało ich w bardzo trudnym położeniu przed rewanżem. Sztab szkoleniowy chciał zaskoczyć rywala i wystawił mocno eksperymentalny skład awizowany, żeby do końca nie było wiadomo pod którym numerem znajdzie się zastępowany przez kolegów Chris Holder. 

W rzeczywistości odbiło się to czkawką, ponieważ dzień przed meczem kontuzji nabawił się Tomasz Gollob, który zaliczył upadek podczas Grand Prix Skandynawii w Sztokholmie i był niezdolny do jazdy w finale. W tym momencie trudno było zestawić skład w taki sposób, żeby nawiązał równorzędną walkę z rywalami. Torunianie zaproponowali przełożenie meczu na inny termin, ale strona zielonogórska nie chciała się na to zgodzić, więc drużyna z Torunia nie przystąpił do spotkania i opuściła stadion w Zielonej Górze, wywołując jeden z największych żużlowych skandali. Na zespół nałożono wysokie kary, nie mówiąc już o stratach wizerunkowych i coraz gorszym postrzeganiu drużyny przez środowisko żużlowe. 

Pomimo bolesnego w skutkach zwieńczenia sezonu, na Motoarenie w 2013 roku nie można było narzekać na brak emocji, tym bardziej że poza rozgrywkami ligowymi na kibiców czekały też inne żużlowe atrakcje. W pierwszej połowie czerwca firma One Sport zorganizowała w Toruniu zawody pod nazwą Speedway Best Pairs, które w zamyśle miały być reaktywacją zapomnianego już nieco formatu Mistrzostw Świata Par. Barw Reprezentacji Polski bronili zawodnicy miejscowego klubu, Tomasz Gollob i Adrian Miedziński, choć w odwodzie pozostawał jeszcze Jarosław Hampel, który ostatecznie nie wyjechał na tor. Polacy rozprawili się ze swoimi rywalami i stanęli na najwyższym stopniu podium. Potem Speedway Best Pairs, rozgrywane najpierw w formie rywalizacji duetów narodowych, a następnie jako zmagania teamów sponsorskich, przez kilka lat było tradycyjną imprezą, otwierającą sezon żużlowy w Grodzie Kopernika.

Jeszcze więcej radości lokalni kibice mieli na początku października, podczas finałowej rundy Grand Prix. Z dziką kartą pojechał wtedy wychowanek miejscowego klubu Adrian Miedziński, który wygrał zawody, a w finale pokonał Grega Hancocka, Jarosława Hampela i Nielsa Kristiana Iversena. Polak udowodnił, że zawodnik niebędący stałym uczestnikiem cyklu może okazać się lepszy od czołowych żużlowców świata, tym bardziej jeśli startuje na dobrze mu znanym torze. To był miły wstęp do długiej zimy, która po wybrykach w Zielonej Górze okazała się niezwykle burzliwym czasem…

Karol Śliwiński