Aktualności

Oczy(m) menago: Co chciałbym dostać od Św. Mikołaja

Grudzień to taki miesiąc, na który czekamy każdego roku, odkąd sięgamy pamięcią. Mimo że miesiąc ten jest początkiem kalendarzowej zimy, to jednak jakiś taki cieplejszy. To jedyny w roku czas, kiedy w dużym stopniu zapominamy o codziennych troskach i oddajemy się błogiej nostalgii. Grudzień to też czas planowania. Obiecujemy sobie szereg zmian, porządkujemy to, co nieuporządkowane… Dobra, dobra.

Kończmy ten nostalgiczny wstęp, bo… na końcu jest ON. Święty co daje prezenty! Mikołaj, Mikuś, Miki (sic!). Ma nas wziąć z zaskoczenia, we śnie, i przytargać to, czego oczekujemy, pisząc do Niego listy, maile, messengery lub inne (choć nowoczesne) ciągle zaczarowane formy. Mimo że Święty to jednak traktujemy „Gościa” na twardo. Ludzie listy piszą nawet z małej wioski… a ON do roboty!

Święty. Z nim jest jednak trochę inaczej niż z naszym żużlowym piekiełkiem. Piekło to piekło. Najczęściej jest mega gorąco i niemal zawsze coś dzieje się na „grubo”. Rodzi się pytanie: Dlaczego piekło ma tylu fanów? Świętych tam brak. W piekle i… żużlu. „Anielski Klub”, a my tu o piekle. Wróćmy więc do prezentów z Aniołami w tle i o dziwo w pierwszej chwili na myśl przychodzi mi kalendarz. Taki książkowy. Organizer. Notes. Dziwne jest tym bardziej to, że nigdy takiego nie prowadziłem. Od zawsze elektroniczne gadżety. To skąd ten kalendarz? A gdzie pudełka z kokardą i napisem: „Zero kontuzji, 100% szczęścia, 200% dobrych decyzji”?

Kalendarz. Biorę w ręce i przeglądam. O dziwo w części wypełniony. Treści tu nie ma za dużo. Jakieś krzyżyki, krótkie słowa, jakieś notatki. Zerkam na szybko… Początek marca – treningi w Toruniu, przyjechali. Zdrowi. Wszyscy mają ważne paszporty… Końcówka marca – Sparing numer 4. Jesteśmy gotowi. Skład na pierwszy mecz zanotowany. Wyciągnęli wnioski? Sporo tych niedziel wolnych do maja, jeździmy w piątki wieczorem? Super. Połowa maja. Warszawa. Skoro tam jesteśmy, to znaczy, że jest oddech. Równy i miarowy. Wszyscy zdrowi. Każdy zna swoje miejsce. Przerzucam z grubsza trochę kartek. 1 lipca – Urlop. Żadnych notatek. Totalny spokój.

Wakacje przerzucam mimowolnie. Co jest? Gdzie wrzesień? Wyrwane kartki z kalendarza? Hej, to był nowy kalendarz! Od Świętego. Zapakowany. Nówka… Szukam w śmieciach. Zero. Było tyle wrześniowej roboty, że presji Święty nie wytrzymał, czy same dni wolne od pracy?

Tu przyszła refleksja „Piernika z importu”. Z ligowym sezonem żużlowym jest jak z prezentami od Świętego… z grubsza dostajesz to, na co zasłużyłeś…

Ale od czegoś są jeszcze „Anioły”? 🙂

Jacek Frątczak