Aktualności

W drodze po medale – zapowiedź Grand Prix Polski w Toruniu

Dla torunian emocje ligowe przeminęły kilka tygodni temu, ale to nie koniec żużlowych wrażeń w Grodzie Kopernika. Przed nami wielki finał Indywidualnych Mistrzostw Świata. W sobotę 6 października na Motoarenę zjadą najlepsi żużlowcy globu, by rozstrzygnąć układ miejsc w klasyfikacji generalnej. Przetasowania ciągle są możliwe, choć prawdopodobnie nie obejmą już czołowej dwójki. Obecny lider wydaje się niezagrożony i dumnie kroczy po złoto. Speedway rządzi się jednak swoimi prawami i potrafi pisać nieprawdopodobne scenariusze. W Toruniu zanosi się na wyjątkowy turniej dla kibiców spod biało-czerwonej flagi, bo dwaj Polacy znajdują się w grze o medale. Komu toruńskie zmagania przyniosą najwięcej radości? Emocji nie powinno zabraknąć, bo stawka jest naprawdę wysoka. Początek Grand Prix Polski o godzinie 19:00.

W ostatnich latach, Motoarena regularnie gości w kalendarzu Indywidualnych Mistrzostw Świata. W tym roku elitarny cykl zawita tu po raz dziewiąty z rzędu. Toruńskie zmagania nie doczekały się wyraźnego dominatora, co sprawia, że każdy turniej jest nieprzewidywalny, a dzięki temu dostarcza wielu emocji. Dotychczas na podium stawało tu 16 zawodników z sześciu różnych państw. Najczęściej na pudle meldował się Jarosław Hampel (4 razy), jednak ani razu na jego najwyższym stopniu. Co ciekawe, zawody w Grodzie Kopernika zawsze wygrywał inny zawodnik. Na listę triumfatorów wpisali się Tomasz Gollob, Andreas Jonsson, Antonio Lindbaeck, Adrian Miedziński, Krzysztof Kasprzak, Nicki Pedersen, Niels Kristian Iversen i Patryk Dudek. Z tego grona, do sobotniej rywalizacji przystąpią jedynie „Power” i „PUK”, zatem wysoce prawdopodobne, że turniej na Motoarenie znowu padnie łupem zawodnika, który wcześniej nie zaznał tu smaku zwycięstwa. Należy pamiętać, że w Toruniu poznamy Indywidualnego Mistrza Świata. W trzech minionych sezonach, finałowa runda Grand Prix odbywała się w australijskim Melbourne, ale w tym roku zmagania na Antypodach wypadły z kalendarza, a cykl skurczył się do zaledwie dziesięciu etapów. Dotychczas trzykrotnie zdarzało się, by mistrzowska korona była wręczana na Motoarenie. Po złoto światowego czempionatu sięgali tu Chris Holder (2012), Tai Woffinden (2013) i Greg Hancock (2014).

Po pięciu latach, historia może zatoczyć koło, bo największe szanse na tytuł ma wspomniany Woffinden. Brytyjczyk już na początku sezonu rozpoczął marsz po trzecie w karierze złoto i sukcesywnie powiększał przewagę nad rywalami. W jego głowie rysował się konkretny plan, by regularnie dokładać punkty do klasyfikacji generalnej, a przy tym nie oglądać się na pozycje zajmowane w poszczególnych turniejach. Przez długi czas podążał tym śladem, ale nieco słabsze występy w Malilli i Krsko oraz niezbyt pokaźna zdobycz punktowa w Gorzowie, spowodowały, że przeciwnicy zdołali go podgonić. Presja zaczęła narastać, ale „Tajski” przezwyciężył chwilowy kryzys. Dwa tygodnie temu sięgnął po zwycięstwo w Grand Prix Niemiec, a przy okazji wypracował kolejny punkt przewagi w klasyfikacji generalnej. Fundament, na którym stoi Brytyjczyk wydaje się stabilny. W przekroju całego sezonu, Woffinden na pewno zasłużył na mistrzowską koronę, bo prezentował równą i wysoką formę. Tylko raz nie udało mu się wjechać do półfinału, a poza tym siedmiokrotnie meldował się w finale. Na podium stawał pięciokrotnie, a trzy turnieje zakończył na pierwszym miejscu.

W pewnym momencie zanosiło się na zacięty bój o złoto, bo w pogoń za Woffindenem ruszył Bartosz Zmarzlik. W tej chwili Polak plasuje się na drugim miejscu klasyfikacji generalnej i ma dziesięć punktów straty do prowadzącego Brytyjczyka. Taki dystans trudno będzie mu nadrobić na przestrzeni jednego turnieju, więc kibice z kraju nad Wisłą prawdopodobnie nie doczekają się trzeciego w historii Indywidualnego Mistrza Świata. Mimo tego Zmarzlik zasługuje na uznanie. Nie poddawał się i ambitnie redukował przewagę „Woffy’ego”, chociaż do niedawna wynosiła ona ponad dwadzieścia punktów. Brakujących oczek powinien doszukiwać się przede wszystkim w nieco słabszych występach u progu sezonu. To nie zmienia faktu, że Zmarzlik stoi przed szansą zdobycia srebra, które będzie jego największym sukcesem w dotychczasowej karierze. Na Motoarenie na pewno nie złoży broni, a przy okazji spróbuje zaatakować.

Najwięcej emocji powinna dostarczyć batalia o brąz. Stoczą ją Maciej Janowski i Fredrik Lindgren, którzy uzbierali po 98 punktów i plasują się na trzecim miejscu klasyfikacji generalnej. Dla nich każdy punkt jest na wagę medalu. Forma Polaka wydaje się stabilniejsza, ale Szwed potrafi przełamać się w najmniej spodziewanej chwili. Obaj muszą mieć się na baczności, bo dotychczas niezbyt dobrze wiodło im się na toruńskim torze. Co prawda „Magic” stawał tu na podium, ale trzy lata temu. Ostatnie dwa turnieje kończył na dwunastym miejscu. Z kolei „Fredka” sześciokrotnie startował w Grodzie Kopernika, ale nigdy nie wyskoczył ponad ósme miejsce, a do półfinału wjechał tu dopiero przed rokiem. Należy pamiętać, że za ich plecami czai się gotowy do ataku Greg Hancock. Amerykanin ma pięć punktów straty do polsko-szwedzkiego duetu, ale znacznie lepiej wspomina występy na Motoarenie. W przeszłości trzykrotnie stawał tu na podium, a pięciokrotnie kończył zmagania w czołowej piątce. Ponoć gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Taki scenariusz wciąż wydaje się możliwy, ale Lindgren i Janowski nie dorobili się jeszcze medalu Indywidualnych Mistrzostw Świata, dlatego zrobią wszystko, by nie przegapić nadarzającej się okazji.

Interesująco zapowiada się też walka o czołową ósemkę, gwarantującą przepustkę do przyszłorocznego cyklu Grand Prix. Sporo punktów w klasyfikacji generalnej nadrobił Jason Doyle, który do niedawna znajdował się pod kreską, a teraz jest na szóstym miejscu. Ostatnie dwa turnieje zakończył na drugim stopniu podium i udowodnił, że potrafi odnaleźć zeszłoroczną formę, która zaprowadziła go do tytułu Indywidualnego Mistrza Świata. W tym roku nie obroni złota, ale już planuje atak w kolejnym sezonie. W grze o miejsce w ósemce znajdują się też Emil Sajfutdinow, Artiom Łaguta i Matej Zagar. Rosjanie wrócili do Grand Prix po kilku latach przerwy i marzą o wielkich osiągnięciach, tyle że na razie brakuje im regularności, a momentami siły przebicia. Z kolei Słoweniec rozkręcał się po słabszym początku sezonu, ale jego pogoń za czołową ósemką została wyhamowana przez kontuzję, która wykluczyła go z rywalizacji w Krsko. Mimo tego, komandos nie myśli o kapitulacji i zamierza walczyć do ostatnich metrów.

Największym pechowcem sezonu 2018 może okazać się Patryk Dudek. Wicemistrz Świata nienajlepiej rozpoczął tegoroczne zmagania w Grand Prix, ale z biegiem czasu zaczął się rozkręcać i zdołał podgonić czołówkę. Na początku września wygrał turniej na wymagającym torze w Krsko i znalazł się blisko strefy medalowej. Niedawno złamał jednak rękę w meczu ligi szwedzkiej i w konsekwencji musiał wycofać się z rywalizacji w dwóch ostatnich rundach. Istnieje ryzyko, że wypadnie przez to z czołowej ósemki, ale wtedy organizatorzy najprawdopodobniej przyznają mu stałą dziką kartę. Na Motoarenie zastąpi go Niels Kristian Iversen. W znacznie trudniejszym położeniu znajdują się Nicki Pedersen, Chris Holder, Martin Vaculik, Przemysław Pawlicki i Craig Cook. Cała grupa plasuje się poza czołową dziesiątką klasyfikacji generalnej i ma niewielkie szanse na poprawienie swojej pozycji. „Power” zaskoczył jedynie w Horsens i Malilli, a w pozostałych rundach jeździł bez większego błysku. Podobnie „Chrispy”, który już drugi sezon z rzędu nie może wdrapać się na podium pojedynczych zawodów Grand Prix. W tym roku ani razu nie wjechał do wielkiego finału, a najlepiej poszło mu w Warszawie, gdzie zajął piąte miejsce. Z kolei „Vacul” stracił sezon przez kontuzję. Z powodu urazu opuścił turnieje na Stadionie Narodowym oraz w Pradze, a potem potrzebował czasu na rozjeżdżenie. Natomiast Pawlicki i Cook samodzielnie awansowali do elity, ale debiutancki sezon nie ułożył po ich myśli. Mimo tego, skonfrontowali swoje umiejętności z najlepszymi żużlowcami świata i zdobyli doświadczenie, które może przydać się w przyszłości. Niestety na Motoarenie wystąpi tylko pierwszy z nich, bo Brytyjczyk, podobnie jak Dudek, musiał zrezygnować z udziału w finałowej rundzie na skutek kontuzji. Zastąpi go Vaclav Milik.

Należy pamiętać, że Grand Prix to nie tylko piętnastu stałych uczestników cyklu, ale też zawodnik, jadący na specjalne zaproszenie organizatorów. Oczy lokalnych kibiców z pewnością zwrócą się w stronę Daniela Kaczmarka, który wystąpi z dziką kartą. Wychowanek Unii Leszno od dwóch lat reprezentuje barwy miejscowego klubu, a w tym roku poczynił wyraźny progres. Po raz drugi w karierze został najlepszym młodzieżowcem w kraju, a na arenie międzynarodowej przebił się do finałów Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów. Poza tym poprawił swoją średnią w PGE Ekstralidze o ponad pół punktu. Popularny „Daniels” kończy wiek juniora, więc rywalizacja z najlepszymi żużlowcami świata może być dla niego wartościowym przetarciem przed jazdą na pozycji seniora. Warto wspomnieć, że tegoroczne dzikie karty nie rozpieszczają i regularnie kończą zmagania poza czołową ósemką, jednak w Toruniu tylko dwa razy zdarzyło się, by zawodnik jadący z jednorazową przepustką nie awansował do półfinału. Najlepiej poszło Adrianowi Miedzińskiemu, który wygrał w 2013 roku. Swoją drogą, Biało-Czerwoni powinni włączyć się w walkę o podium, by podtrzymać niesamowitą toruńską statystykę. Przynajmniej jeden Polak, zawsze meldował się tu w czołowej trójce. Poza tym reprezentanci kraju nad Wisłą trzykrotnie zajmowali dwa stopnie pudła, a w 2010 roku obstawili całe podium. Pod tym względem deklasują inne nacje, a to dobra wróżba przed sobotnią rywalizacją o medale.

W Toruniu każdy ma równe szanse i nikogo nie wolno skreślać na starcie. Finałowa runda może wyzwolić dodatkową energię i przynieść niespodziewane rozstrzygnięcia. Żużlowe Mistrzostwa Świata wkraczają w decydującą fazę. Już niedługo wszystko stanie się jasne i klarowne. Każdy bije się o swoje i nikt nie zamierza odpuszczać. Jedni walczą o strefę medalową, drudzy o utrzymanie w cyklu, a inni o honor i zwrócenie na siebie uwagi organizatorów. Przed nami jubileuszowa, 225. runda w historii Grand Prix. Wyjątkowym okolicznościom będzie towarzyszyć niesamowita atmosfera, a całość zwieńczy efektowna oprawa. Niebawem poleją się szampany, a w niektórych boksach spełnią się marzenia. Sezon wypada kończyć z przytupem i tego należy spodziewać się na Motoarenie. Niech taśma wreszcie idzie w górę, bo najlepsi żużlowcy świata podkręcają manetki i palą się do jazdy!

Lista startowa Grand Prix Polski
1. Greg Hancock (USA)
2. Fredrik Lindgren (Szwecja)
3. Bartosz Zmarzlik (Polska)
4. Maciej Janowski (Polska)
5. Nicki Pedersen (Dania)
6. Vaclav Milik (Czechy)
7. Niels Kristian Iversen (Dania)
8. Jason Doyle (Australia)
9. Martin Vaculik (Słowacja)
10. Przemysław Pawlicki (Polska)
11. Matej Zagar (Słowenia)
12. Artiom Łaguta (Rosja)
13. Daniel Kaczmarek (Polska)
14. Tai Woffinden (Wielka Brytania)
15. Chris Holder (Australia)
16. Emil Sajfutdinow (Rosja)
17. Igor Kopeć-Sobczyński (Polska)
18. Dominik Kubera (Polska)

Autor: Karol Śliwiński