Przed rozpoczęciem sezonu można było mieć szereg wątpliwości. Gwiazdorskie składy nie zawsze pokazują swój potencjał na torze. Jazda z pozycji faworyta nigdy nie jest łatwa i często przeszkadza. W Toruniu wiele spraw lubiło się komplikować. Do tego doszedł ten paskudny koronawirus, który mógł mieć znaczący wpływ na postawę zawodników. Na razie sympatycy toruńskiej drużyny mogą jednak zapomnieć o wszystkich obawach i spoglądać w przyszłość z optymizmem. eWinner Apator Toruń rozpoczął sezon na pierwszoligowym froncie od mocnego uderzenia i wszedł w rozgrywki niczym nóż w roztopione masło. Na razie „Anioły” sieją prawdziwe spustoszenie w szeregach swoich rywali.

Jeszcze chyba nigdy nie naczekaliśmy się tak bardzo na początek sezonu z udziałem toruńskich żużlowców. Drużyna z Grodu Kopernika po raz pierwszy w historii spadła do niższej ligi i każdy był ciekawy, jak odnajdzie się w nowej rzeczywistości. Skład na papierze został naszpikowany klasowymi zawodnikami, jak na warunki pierwszoligowe rzecz jasna. Praktycznie wszyscy oprócz Kamila Marcińca mogą pochwalić się ekstraligowym doświadczeniem. Niektórzy nadal startują w najwyższej klasie rozgrywkowej na zasadzie gościa.

Włodarze eWinner Apatora zbudowali zespół złożony z pięciu seniorów, którzy śmiało mogliby zostać liderami pięciu losowo wybranych klubów na zapleczu. To silny kolektyw, w którym trudno dostrzec jakiekolwiek dziury. Wola walki o powrót do grona najlepszych drużyn w kraju wydaje się ogromna i widoczna z każdej strony. Wszystkie atuty tego piekielnie silnego zestawienia, które w zamyśle ma zapewnić błyskawiczny powrót do elity, należało jednak pokazać na torze, bo tylko za to przyznają punkty do tabeli. Na razie udało się zrobić to wręcz koncertowo.

Zaczęło się od domowego meczu z Car Gwarant Kapi Meble Budex Startem Gniezno, który zdaniem wielu osób może być poważnym konkurentem „Aniołów” do awansu. Goście na początku rzeczywiście stawiali twarde warunki i zaliczyli niezłe wejście w spotkanie, ale potem mogli patrzeć, jak gospodarze im stopniowo uciekają. Zakończyło się zwycięstwem 55:35. Taki wynik nie wydaje się jednak szczególnie zaskakujący, bo taka ekipa jak Apator Toruń nie powinna mieć problemów z odnoszeniem przekonujących zwycięstw przed własną publicznością. Znacznie większa weryfikacja możliwości „Aniołów” miała nadejść tydzień później podczas meczu wyjazdowego w Tarnowie.

Tak naprawdę pojedynki na obcych torach będą w największym stopniu pozycjonować drużynę i określać jej realny potencjał. Zawsze trudniej odnaleźć się na zupełnie innym terenie, zwłaszcza teraz, kiedy nie było sparingów. Powiedzmy sobie szczerze, skład tarnowian nie rzucał na kolana, ale dramaturgię przed meczem podgrzał fakt, że „Jaskółki” niespodziewanie wygrały na inaugurację w Gdańsku. Można było oczekiwać, że u siebie będą jeszcze silniejsze i zdolne do sprawienia kolejnej niespodzianki. W rzeczywistości wyszło zupełnie inaczej. Apator rozbił Unię 57:33 i nawet przez moment nie musiał martwić się o zwycięstwo. Taki wynik na wyjeździe musiał robić wrażenie.

Jak na razie w Apatorze formą imponują zwłaszcza bracia Holderowie i Wiktor Kułakow, a kroku dotrzymuje im Adrian Miedziński. Wśród seniorów najsłabiej pod względem punktowym wypada dotychczas Tobiasz Musielak, ale widać, że nowy nabytek toruńskiej drużyny stopniowo się rozkręca i za chwilę również powinien notować dwucyfrowe zdobycze punktowe. Pamiętajmy, że popularny „Tofeek” miał zdecydowanie najmniej jazdy przed startem sezonu, bo pozostali zawodnicy jeździli na zasadzie gościa w PGE Ekstralidze lub wystąpili w meczu towarzyskim Północ-Południe.

Pozostaje wierzyć, że młodzieżowcy również będą pomagać swoim kolegom i dorzucać trochę punktów do dorobku zespołu, bo na razie wywiązali się ze swojego zadania jedynie połowicznie. Znacznie lepiej poszło im u siebie niż na wyjeździe. Trener Tomasz Bajerski prosi jednak o wyrozumiałość, więc trzeba mu zaufać. Kibiców na pewno może cieszyć, że seniorzy przegrywają niewiele biegów i nadrabiają punkty, których brakuje ze strony juniorów. Wygląda na to, że najstarsi zawodnicy eWinner Apatora bardzo dobrze odnaleźli się na pierwszoligowym froncie, nie mają problemów z punktowaniem na wysokim poziomie, dominują pod względem sprzętowym i mogą robić prawdziwą furorę na torze.

Ktoś może powiedzieć, że to tylko zaplecze, więc nie ma sensu przesadnie się podniecać, ale jeśli nie będziesz odpowiednio przygotowany i popełnisz za dużo błędów, to nawet tam nie dasz rady sypać punktami jak z rękawa. Za każdym razem trzeba trafić z ustawieniami i nastawić się na twardą walkę. Z perspektywy trybun i telewizora wszystko wygląda bardzo łatwo, ale w rzeczywistości na pewno tak nie jest. Należy pamiętać, że stoi za tym ciężka praca i nieprawdopodobna motywacja. Zawodnicy Apatora mają świadomość, że spoczywa na nich wielka odpowiedzialność za wykonanie bardzo poważnego zadania, dlatego na pewno delikatnie się stresują, bo nie chcą nikogo zawieść.

Warto również zaznaczyć, że każdy z toruńskich seniorów ma aspiracje ekstraligowe i walczy o swoją przyszłość, więc nikt nie zamierza odstawać na tle kolegów z drużyny i rywali z toru. Fakty są jednak takie, że po pierwszych dwóch meczach torunianom na pewno spadł kamień z serca, ponieważ na razie wszystko idzie zgodnie z planem i nie ma powodów do niepokoju. Każdy tego oczekiwał, ale nikt nie miał gwarancji, że tak faktycznie będzie. Świadomość, że od samego początku wszystko jest w porządku i nie trzeba podejmować żadnych nerwowych ruchów na pewno doda pewności siebie. 

Torunianie na razie potwierdzili, że pierwsza liga ma być tylko krótkim przystankiem na ich żużlowej drodze i nikt nie będzie patyczkował się z rywalami. Przeciwnicy zapewne myśleli, że stosunkowo łatwo będą mogli podgryzać „Anioły”, ale teraz widzą, że trzeba będzie zmotywować się jeszcze bardziej. Przed rozpoczęciem sezonu oczywiście należało dopuszczać do świadomości, że poszczególne mecze mogą być trudne dla torunian, bo rywale za wszelką cenę będą chcieli uprzykrzyć im życie, ale gdyby rzeczywiście tak było, to można by sądzić, że Apator rozpędza się zdecydowanie za wolno, albo po prostu nie ma tak wielkiej siły rażenia, jak wszystkim się wydawało.

Zwycięstwa mniejszą liczbą punktów, albo ewentualna porażka na starcie na pewno pozostawiałyby spory niedosyt i pozwalałyby sądzić, że coś jest nie tak, a demony sprzed lat wcale nie odeszły w zapomnienie. Wiadomo, że to jest tylko sport i wszystko może się zdarzyć, ale w głowie wielu osób musiała siedzieć myśl, że to powinno wyglądać właśnie w taki sposób, jak torunianie pokazali w dwóch pierwszych meczach. W tym momencie po prostu spełniają się marzenia sympatyków toruńskiego klubu i każdy jest pozytywnie zaskoczony, a nie solidnie rozczarowany. To na pewno nowość w porównaniu do poprzednich sezonów.

Ze sportowego punktu widzenia zapewne chcielibyśmy zaciętych i trzymających w napięciu spotkań, ale Apator ze swoimi możliwościami kadrowo-organizacyjnymi po prostu nie może za bardzo męczyć się w tej pierwszej lidze, bo tylko sobie zaszkodzi. Postawmy sprawę jasno i nie owijajmy w bawełnę. Torunianie po prostu potrzebowali takiego (przepraszam za dosadność) porządnego pierdolnięcia na dzień dobry, żeby przypomnieć kto jest faworytem, zapewnić sobie spokój przed kolejnymi meczami i nie wzbudzać żadnych wątpliwości. Teraz wszyscy zachwycają się nadzwyczajną mocą Apatora i rozważają, kto będzie w stanie zagrozić jego pozycji, albo chociaż trochę bardziej się do niego zbliżyć.

W tym momencie nikt nie będzie zadawał pytań, co poszło nie tak, co należałoby poprawić, czego brakuje do wskoczenia na wyższy poziom i dlaczego drużyna nie jedzie tak dobrze, jak powinna. To może dawać jakiś komfort psychiczny i chronić przed niepotrzebnym zamieszaniem oraz medialnym szumem. Torunianie dotychczas na pewno nie jechali z drużynami, które będą statystować w pierwszej lidze. Można zatem stwierdzić, że skoro udało się tak dobrze wypaść na ich tle, to potem powinno być równie dobrze.

Włodarze toruńskiego klubu na razie rzecz jasna tonują nastroje i słusznie. Trzeba przestrzegać przed huraoptymizmem, popadaniem w samozachwyt i wyciąganiem zbyt wielu daleko idących wniosków dotyczących przejścia przez rozgrywki jak burza. To dopiero początek długiej i być może krętej drogi do ekstraligi. Kolejne mecze będą dostarczały najświeższych informacji o aktualnych możliwościach zespołu. Przed „Aniołami” jeszcze wiele wymagających spotkań u siebie i na wyjeździe, dlatego trzeba zachować koncentrację i nie pozwolić sobie na jakiekolwiek rozluźnienie. Z dotychczasowej pracy na pewno warto być zadowolonym, ale jednocześnie należy myśleć o kolejnych wyzwaniach.

Nie można w ciemno zakładać, że Apator do końca sezonu będzie odnosił same przekonujące zwycięstwa. Pamiętajmy, że rywale stopniowo zaczną się rozjeżdżać i coraz lepiej poznawać swój sprzęt. Można spodziewać się, że ich siła będzie tylko rosnąć z każdymi kolejnymi zawodami, ale trener Bajerski na pewno zadba o odpowiednie przygotowanie i nastawienie mentalne swoich podopiecznych. Po pierwszych dwóch kolejkach trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że po prostu jest dobrze. Torunianie wycisnęli dwa premierowe mecze niemal jak cytrynę i mogą przystępować do kolejnych spotkań z uśmiechem na twarzy.

Lepiej nie dało się rozpocząć tego sezonu, więc to może być dobry zwiastun. Korzystne wyniki będą jeszcze bardziej nakręcać pozytywną atmosferę w parku maszyn. Dobre nastroje udzielają się też kibicom. Klubowe social media wreszcie nie ociekają wyzwiskami i uwagami, tylko gratulacjami i motywującymi tekstami. Żużlowi fanatycy z Grodu Kopernika zdążyli się już odzwyczaić od regularnych zwycięstw swojej drużyny, więc teraz mogą przypomnieć sobie dawne, dobre czasy.

Karol Śliwiński