W nadchodzącej kolejce eWinner Apator Toruń podejmie na własnym torze Fogo Unię Leszno. O sytuacji „Byków” i „Aniołów”, zbliżającej się konfrontacji oraz prognozach na dalszą część rozgrywek rozmawiamy ze Sławomirem Kryjomem, który przed laty był menadżerem jednej i drugiej ekipy. – Wiadomo, że Unia nie znajduje się w tak komfortowym położeniu jak we wcześniejszych latach, kiedy przed ostatnią kolejką zapewniała sobie nie tylko awans do play-off, ale też zwycięstwo rundy zasadniczej. Okoliczności nie są sprzyjające, ale moim zdaniem w drużynie panuje spokój. Apator od początku nie wydawał się kandydatem do wysokich lokat i to na razie znajduje odzwierciedlenie na torze. Trzeba jednak powiedzieć, że torunianie mogli zapewnić sobie nieco lepszą pozycję w tabeli, ale stracili kilka punktów, które moim zdaniem były w ich zasięgu – słyszymy od naszego rozmówcy.

W ostatnich latach Fogo Unia Leszno zdominowała rozgrywki w polskiej lidze. Na Panu robi to wielkie wrażenie?

Trudno, żeby osobie wywodzącej się z Leszna coś takiego się nie podobało. Największe marki sportowe w innych dyscyplinach, chociażby w piłce nożnej, również seryjnie zdobywają tytuły mistrzowskie i śrubują statystyki. Skoro „Byki” potrafiły do tego nawiązać, to tylko dobrze o nich świadczy. Myślę, że stawanie cztery razy z rzędu na najwyższym stopniu podium oraz wywalczenie w sumie 18 złotych medali pozwoliło Unii wypracować bardzo silną pozycję. To może być pewnego rodzaju wzór do naśladowania dla pozostałych klubów. Każdy chciałby dojść do takich wyników. Wiadomo, że dominacja leszczynian nie wszystkim się podoba. Niektórzy są zazdrośni i sfrustrowani, bo chcieliby, żeby to ich drużyna wreszcie wdrapała się na szczyt. Fakty są jednak takie, że w ostatnich latach to Unia znacząco odskoczyła swoim rywalom i była zespołem nie do złapania. Czy w tym roku będzie kolejne mistrzostwo? Tego dowiemy się we wrześniu.

Przed sezonem sporo mówiło się o tym, że w tym roku Unia może nie być już tak mocna i to się poniekąd potwierdza. Drużyna co prawda nadal zalicza się do czołówki, ale częściej przegrywa mecze, nie siedzi na fotelu lidera, nie ma znaczącej przewagi nad rywalami i musi twardo walczyć o korzystną pozycję. Na dodatek zawodnicy nie tworzą już takiego monolitu jak we wcześniejszych latach. Dla Pana to jest pewnego rodzaju niespodzianka czy niekoniecznie?

Moim zdaniem należało się spodziewać, że dla Unii to będzie trochę inny sezon. Wiadomo było, że najlepsi młodzieżowcy tego klubu osiągnęli wiek seniora i trzeba będzie zastąpić ich znacznie młodszymi zawodnikami, którzy dopiero będą zbierać swoje doświadczenie. Włodarze oczywiście zabezpieczyli się na wypadek dużo mniejszych zdobyczy punktowych ze strony juniorów i zbudowali bardzo mocny skład seniorski, ale to nigdy nie będzie to samo. Wszyscy dobrze wiemy, że wsparcie młodzieżowców zawsze się przydaje i daje większe pole manewru. Sytuację Unii dodatkowo komplikuje fakt, że w potężne turbulencje sprzętowe wpadli Piotr Pawlicki i Emil Sajfutdinow. Czegoś takiego chyba nikt się nie spodziewał. Gdyby do tego nie doszło, to wyniki zespołu zapewne byłyby nieco lepsze. Splot różnych okoliczności powoduje zatem, że Unia nie jest już takim hegemonem jak w poprzednich latach. To jednak nie znaczy, że może zapomnieć o korzystnym wyniku na koniec sezonu.

Jakie nastroje panują wśród leszczyńskich kibiców?

Muszę powiedzieć, że to jest całkiem ciekawe zjawisko. Z moich obserwacji wynika, że społeczność Leszna podzieliła się na dwa obozy. Pierwszą grupę tworzą malkontenci, którzy przyzwyczaili się do dominacji Unii i wychodzili z założenia, że zawsze już tak będzie. Wśród nich można wyczuć potężne niezadowolenie. Z drugiej strony jest jednak spore grono osób żądnych sportowych emocji. Oni nie rozpaczają z powodu tegorocznej postawy drużyny i mają nadzieję, że wiele będzie się działo. Jakiś czas temu rozmawiałem ze swoimi leszczyńskimi przyjaciółmi, którzy byli zachwyceni niedawnym niewysoko wygranym meczem z Włókniarzem Częstochowa. Wszyscy przyznali, że od dawna nie widzieli w Lesznie takiego widowiska, które do ostatniego biegu trzymałoby w napięciu i miało tak duży ciężar gatunkowy. Niektórzy kibice po prostu stęsknili się za zaciętymi spotkaniami, bo ostatnio przychodzili na stadion i jedynie zastanawiali się jak wielkie będą rozmiary zwycięstwa. Brakowało im dramaturgii, dlatego teraz przyglądają się występom drużyny ze znacznie większą ekscytacją. Wygląda na to, że wszystko zależy od punktu widzenia i każdy potrafi po swojemu odbierać obecną sytuację.

Przed sezonem z Leszna odeszli dwaj wychowankowie – Bartosz Smektała i Dominik Kubera. Pana zdaniem to był duży cios dla klubu? Teoretycznie można było zbudować skład oparty niemal w całości na własnych chłopakach, co w dzisiejszych czasach byłoby prawdziwym ewenementem.

Gdyby w sierpniu ubiegłego roku ktoś powiedział mi, że Bartek i Dominik zdecydują się na taki krok i opuszczą Unię w tym samym czasie, to chyba popukałbym się w głowę. Kiedy dotarły do mnie informacje, że obaj prowadzą dosyć zaawansowane rozmowy z innymi klubami, to byłem bardzo zaskoczony i nie chciało mi się w coś takiego wierzyć. To wydawało się nieprawdopodobne, biorąc pod uwagę jak silnie byli związani z Lesznem oraz jak wielu mieli tu sponsorów i przyjaciół. Życie napisało jednak inny scenariusz. Myślę, że obaj wiele zawdzięczają macierzystemu klubowi, ale są młodymi ludźmi i mają prawo do poszukiwania własnej drogi. Bez wątpienia swoje zrobił przepis o konieczności posiadania w składzie zawodnika do 24. roku życia. Przez to wzrosło zapotrzebowanie na takich żużlowców jak oni, więc obaj mogli liczyć na atrakcyjne oferty. Z Leszna też wyszły jakieś propozycje, ale zapewne nie były tak dobre i panowie z nich nie skorzystali. Trzeba sobie powiedzieć, że Unia nie jest dzisiaj najbogatszym klubem w ekstralidze. Na dodatek w pandemicznych warunkach trudno jest pozyskiwać dodatkowe środki finansowe, zatem nie można pozwolić sobie na przesadne podbijanie ceny. To była decyzja zarządu, który jest odpowiedzialny za klub i wybiera najlepsze rozwiązania. Ja jednak nie wykluczam, że za jakiś czas Bartek i Dominik wrócą do domu. Jeżeli będzie taka możliwość to podejrzewam, że nikt nie będzie zamykał przed nimi drzwi.

Wszystko wskazuje jednak na to, że Unia nie wyszła najgorzej na odejściu Smektały i Kubery, ponieważ dzięki temu do drużyny trafił Jason Doyle, który okazuje się silnym punktem zespołu.

Wydaje mi się, że wybrano tańszą opcję, ale niekoniecznie gorszą sportowo. To faktycznie można postrzegać jako plus całej tej sytuacji. Jason Doyle jest zawodnikiem wysokiej klasy i potrafi udowodnić to na torze. W tym roku jeździ naprawdę fantastycznie i okazuje się potężnym wzmocnieniem. Jego wartość sportowa jest w tym momencie niepodważalna. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy Unia zajmowałaby wyższą pozycję w tabeli, gdyby w składzie nadal byli Bartek Smektała i Dominik Kubera? Moim zdaniem nie, więc drużyna na tym nie traci, a może nawet zyskuje. Mam wrażenie, że Jason jest obecnie lepszym zawodnikiem niż wspomniana dwójka i może dać więcej zespołowi. Podejrzewam, że gdyby nie ten ruch transferowy, to Unia znajdowałaby się dzisiaj w dużo większych tarapatach. Trzymajmy się tego, że wszyscy na tym skorzystali. Wygląda na to, że Jason bardzo dobrze wkomponował się w zespół i szybko się odnalazł. W Lesznie jest sprzyjający klimat dla Australijczyków, więc to pewnie nie pozostawało bez znaczenia. Czy wyniknie z tego wieloletnia współpraca? Wiemy, że ten zawodnik startował już w wielu zespołach, dlatego nie dałbym sobie ręki obciąć, że Unia będzie jego ostatnim klubem, ale na razie nie widzę powodu, żeby ten związek miał zostać szybko zakończony.

Wiadomo, że w tym roku nie można za wiele wymagać od leszczyńskich juniorów, ale zastanawiam się czy nie liczył Pan na trochę więcej pozytywnych zaskoczeń i nagłych wyskoków w stylu ubiegłorocznego biegu Kacpra Pludry w wielkim finale?

Pamiętajmy, że Bartek Smektała i Dominik Kubera w swoich pierwszych sezonach też nie błyszczeli na ekstraligowych torach, a potem byli w stanie wskoczyć na znacznie wyższy poziom. Chłopakom trzeba dać po prostu trochę czasu. Przestrzeni do nauki na pewno im nie brakuje. Kolejne zawody są dla nich prawdziwym poligonem doświadczalnym i okazją do szlifowania swoich umiejętności. Niech panowie spokojnie się rozwijają i jeżdżą jak najwięcej, a na oceny przyjdzie jeszcze pora. Jestem pewien, że w klubie nikt nie będzie wywierał na nich presji. Trener Roman Jankowski wychował już wielu zawodników, więc wydaje mi się, że prędzej czy później formacja juniorska Unii Leszno znowu zacznie solidnie punktować i wspierać seniorów. Potencjał na pewno jest spory. Wśród młodzieżowców najbardziej wyróżnia się 16-letni Damian Ratajczak, który dopiero niedawno mógł zadebiutować w lidze. Wiele razy widziałem go w akcji i muszę przyznać, że jak na swój wiek ma naprawdę duże umiejętności, a do tego jest bardzo pracowity. Nie dziwię się, że wiele osób postrzega go jako spory talent. Jeżeli nic nie stanie mu na przeszkodzie, to powinien mieć przed sobą ciekawą żużlową przyszłość. W tym roku potrafił pokazać już, że stać go na wiele, a przecież z każdym kolejnym występem może być jeszcze lepiej.

Czy Unia Leszno może mieć w tym roku problem z awansem do play-off? W tej chwili drużyna znajduje się na granicy, a wyniki z ostatnich tygodni chyba nie dały zbyt wielu powodów do optymizmu.

Odnoszę wrażenie, że leszczynianom będzie teraz sprzyjał terminarz, ponieważ w większości będą mierzyć się z rywalami znajdującymi się w dolnych rejonach tabeli. Najtrudniejszy wydaje się domowy mecz z Betard Spartą Wrocław, która przeważnie dobrze czuje się na Stadionie im. Alfreda Smoczyka, a dodatkowo dysponuje w tym roku sporą siłą rażenia. Oczywiście nie twierdzę, że pojedynki z drużynami walczącymi o utrzymanie będą łatwe i przyjemne, ale jeżeli Unia chce się jeszcze liczyć w tym sezonie, to powinna wyciągnąć z nich wystarczająco dużo punktów. Lepszej okazji już na pewno nie będzie. Warto wspomnieć, że w nadchodzących kolejkach czołówka wielokrotnie będzie rywalizować między sobą, więc ktoś potraci punkty. Dzięki temu Unia będzie miała szansę umocnić się w strefie gwarantującej walkę o medale, o ile oczywiście sama po drodze nie pogubi zbyt wielu oczek.

Myśli Pan, że Unia będzie w stanie znacząco poprawić swoją skuteczność w tym sezonie?

Kluczem do sukcesu i korzystnych wyników w dalszej części rozgrywek będzie poprawa dyspozycji Emila Sajfutdinowa i Piotra Pawlickiego. Nikt nie ma wątpliwości, że to są zawodnicy z najwyższej półki, którzy w każdej chwili mogą wrócić do jazdy na swoim typowym poziomie. Ich ambicje sprawiają, że na pewno nie są zadowoleni z tego, co aktualnie dzieje się w ich sportowym życiu. Myślę, że stać ich na znacznie więcej i zrobią wszystko, żeby to pokazać. Ostatnie porażki i przeciętne wyniki zespołu wynikały z faktu, że pięciu seniorów nie było w stanie dobrze zapunktować. Jeżeli leszczynianie rozwiążą ten problem i wszyscy zaczną jechać w takim stylu, do jakiego zdążyli nas przyzwyczaić, to Unia jeszcze może być groźna. Przestrzeń do poprawy na pewno jest spora.

Pytanie tylko czy „Byki” zdołają poradzić sobie z trudnościami i odnajdą się w sytuacji, kiedy nie wszystko układa się po ich myśli?

Wiadomo, że Unia nie znajduje się w tak komfortowym położeniu jak we wcześniejszych latach, kiedy przed ostatnią kolejką zapewniała sobie nie tylko awans do play-off, ale też zwycięstwo rundy zasadniczej. Tym razem do samego końca trzeba będzie walczyć o każdy punkt i uważnie przyglądać się sytuacji w tabeli. Okoliczności nie są sprzyjające, ale moim zdaniem w drużynie panuje spokój. Widzimy, że nie ma nerwowych ruchów i rotowania składem przez Piotra Barona. Trener jedzie tym samym ustawieniem i to zapewne się nie zmieni. Wszyscy starają się po prostu ciężko pracować i poprawić sytuację. Dobrze wiem, ile godzin chłopacy spędzają na torze, szukając odpowiednich rozwiązań. Czasu na pewno jest niewiele, ale na szczęście w kalendarzu pojawia się coraz więcej zawodów i okazji do testów w różnych warunkach. W tym momencie drużyna będzie skupiać się przede wszystkim na awansie do play-off. Wszyscy dobrze wiedzą, że tam zabawa zacznie się od nowa i niezależnie od pozycji nadal będzie można bić się o najwyższe laury. Jeżeli do tego czasu większość problemów odejdzie w zapomnienie, to leszczynianie mogą mieć jeszcze wiele do powiedzenia. Unia co prawda nic już nie musi, ale wiadomo, że po takim wymagającym sezonie sukces smakowałby wyśmienicie, więc jest o co walczyć.

W nadchodzącej kolejce „Byki” jadą na mecz ligowy do Torunia. Jakich rozstrzygnięć możemy spodziewać się w tym spotkaniu? Leszczynianie ostatni raz przegrali na Motoarenie w 2016 roku.

Myślę, że to będzie bardzo wyrównany pojedynek, który może rozstrzygać się w samej końcówce. Obie drużyny walczą o zupełnie inne cele, ale to nie znaczy, że możemy wskazać zdecydowanego faworyta. Unia chciałaby umocnić się w czołowej czwórce, natomiast Apator marzy, żeby odsunąć się od strefy spadkowej. Nie ulega wątpliwości, że jedni i drudzy potrzebują punktów, dlatego przed nami spotkanie o ogromnym ciężarze gatunkowym. Po obu stronach możemy znaleźć wiele atutów, ale też słabych punktów. Wiele wskazuje, że kiedy dojdzie do konfrontacji na torze, to może być bardzo interesująco. Jestem pewien, że leszczynianie przyjadą do Torunia po trzy punkty do tabeli, które będą mogli zdobyć za sprawą choćby jednopunktowego zwycięstwa. W drużynie jest wielu zawodników, którzy dobrze czują się na Motoarenie. Ostatnie kolejki pokazują, że Apator jest do pokonania na własnym torze, co daje nadzieję „Bykom”. Warto jednak pamiętać, że torunianie przegrali w Lesznie różnicą zaledwie czterech oczek. Dla nich to może być pokusa, żeby odrobić niewielkie straty i oprócz zwycięstwa zgarnąć też punkt bonusowy. Wygląda na to, że w obu obozach możemy spodziewać się stuprocentowej mobilizacji i walki o pełną pulę. Moim zdaniem nikt nie stoi na straconej pozycji, dlatego zacieram ręce na to spotkanie i jestem ciekawy kto będzie miał więcej argumentów na torze.

Spodziewał się Pan, że Apator tak bardzo postawi się w Lesznie?

Powiem szczerze, że byłem zaskoczony. W ostatnich latach torunianom niespecjalnie układało się w Lesznie, a tu taka niespodzianka. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że w ekstralidze wszystko może się zdarzyć. Apator ma wielu świetnych zawodników i nie pozwolił odskoczyć gospodarzom. Tamten mecz na pewno był kapitalnym widowiskiem, ale myślę obu drużynom zostawił też spory niedosyt. Leszczynianie bez wątpienia chcieli odnieść znacznie bardziej przekonujące zwycięstwo, natomiast torunianie pewnie czuli, że byli blisko wygranej i stracili szansę na cenne punkty. Mam nadzieję, że rewanż dostarczy nam równie dużo emocji i przyniesie ciekawe rozstrzygnięcia.

W tym sezonie Apator wielokrotnie pokazuje się z całkiem niezłej strony na torze, ale nie odnosi zbyt wielu zwycięstw i osiadł w dolnych rejonach tabeli. Postawa beniaminka może rozczarowywać?

Myślę, że drużyna jedzie na miarę własnych możliwości. Apator od początku nie wydawał się kandydatem do wysokich lokat i to na razie znajduje odzwierciedlenie na torze. Trzeba jednak powiedzieć, że torunianie mogli zapewnić sobie nieco lepszą pozycję w tabeli, ale stracili kilka punktów, które moim zdaniem były w ich zasięgu. To sprawia, że teraz muszą walczyć o utrzymanie, chociaż wyniki poszczególnych spotkań wcale nie wyglądają najgorzej. To może powodować delikatną frustrację, bo sukces niby jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Mnie osobiście w składzie toruńskiego klubu brakuje jeszcze jednego lidera, który zapewniałby konkretne zdobycze punktowe i pomagał przechylać szalę na swoją stronę. Wtedy Apatorowi na pewno byłoby znacznie łatwiej. Idealnym dopełnieniem tego zestawienia byłby zapewne Jason Doyle. Sądziłem, że ten zawodnik wróci do Torunia, ale stało się inaczej. Jack Holder, Robert Lambert i Paweł Przedpełski to młodzi i perspektywiczni żużlowcy, którzy robią dobrą robotę, ale miewają też słabsze chwile. Cała trójka nie będzie zawsze brała na swoje barki ciężaru ciągnięcia drużyny, dlatego przydałoby się im wsparcie. Widzimy jednak, że Chris Holder ostatnio spisuje się nie najlepiej, a Adrian Miedziński od początku rozgrywek ma dużą dysproporcję punktową między występami w domu i na wyjazdach. Więcej spodziewałem się też po Karolu Żupińskim. To nie jest debiutant, tylko chłopak, który zdążył się już trochę objeździć w pierwszej lidze i powinien punktować nieco lepiej. Myślałem, że to będzie lider toruńskiej formacji juniorskiej, ale na razie jest zupełnie inaczej. Wszystko o czym wspomniałem sprawia, że Apatorowi trudno jest sięgać po zwycięstwa. Początek sezonu być może wydawał się obiecujący, ale trzeba pamiętać, że w pierwszych kolejkach drużyna miała przyjemny terminarz i to mogło być złudne.

Torunianie na pewno chcieli zbudować swój kapitał punktowy w tym sezonie głównie dzięki zwycięstwom u siebie. Okazuje się jednak, że na Motoarenie udało się pokonać tylko dwie najsłabsze drużyny w lidze, czyli zielonogórzan i grudziądzan, a kiedy zaczęły się pojedynki z kandydatami do medali, to zwycięstwo było poza zasięgiem. To chyba najbardziej komplikuje życie „Aniołom”.

Porażki u siebie na pewno są bolesne dla torunian, bo nie pozwalają odskoczyć od strefy spadkowej i zabezpieczyć ligowego bytu. Trzeba sobie jednak powiedzieć, że Apator nie dysponuje najmocniejszym składem na tle drużyn z czołówki. Jeżeli do Torunia przyjeżdża mocna ekipa, to nie jestem zaskoczony, że potrafi wygrać, bo torunianom jeszcze trochę brakuje do najlepszych. Przy obecnych przepisach nie ma aż tak dużego atutu swojego toru, tym bardziej jeśli trzeba mierzyć się z rywalem, który dysponuje większym potencjałem kadrowym. Na pewno nie postrzegałbym tych domowych porażek jako czegoś nadzwyczajnego, co nie powinno się zdarzyć. Nie ukrywam jednak, że rozmiary ostatniej przegranej z Betard Spartą Wrocław trochę mnie zaskoczyły.

Czy Apator może się martwić o utrzymanie? Między drużynami z dołu tabeli jest straszna ciasnota.

Torunianie na pewno nie muszą jeszcze na nikogo się oglądać i mogą wziąć sprawy we własne ręce. Nadchodzące mecze zapewne nie będą łatwe, ale do zdobycia u siebie wciąż jest sześć punktów plus ewentualne bonusy. Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że bardzo ważny będzie również mecz w Grudziądzu, który można postrzegać jako kolejną okazję do podreperowania swojego konta. Najlepiej walczyć tam nie tylko o bonus, ale też o zwycięstwo. Jeżeli każdy dorzuci wystarczająco dużo punktów, to wszystko jest możliwe. Torunianie zapewne zdają sobie sprawę, że wydarcie jakichś oczek w najbliższych meczach pozwoli im złapać głębszy oddech oraz zabezpieczyć się na wypadek, gdyby bezpośredni rywale w walce o utrzymanie niespodziewanie zdobyli jakieś dodatkowe punkty. Jeżeli torunianie chociaż w części wykorzystają nadarzające się okazje do sięgnięcia po kolejne oczka, to wszyscy raczej będą mogli spać spokojnie. W przeciwnym wypadku trzeba będzie spoglądać co robią rywale z dołu tabeli i liczyć, że nie zapunktują na kimś z czołówki, co mogłoby się skończyć zepchnięciem na koniec stawki i spadkiem. Tylko od zawodników zależy, którą drogą będą podążać. Pierwsza z nich na pewno jest bezpieczniejsza, natomiast na drugiej wszystko może się zdarzyć. Trudno mi powiedzieć jak wielkie rezerwy kryją się w Toruniu, ale Tomasz Bajerski jest już na tyle ukształtowanym szkoleniowcem, że na pewno bardzo mocno popracuje ze swoimi podopiecznymi i spróbuje wydobyć z nich wszystko co najlepsze na finiszu rozgrywek. Nie spodziewam się, żeby torunianie cokolwiek przespali i pogrzebali swoje szanse. Moim zdaniem Apator powinien utrzymać się w lidze.

W przeszłości pracował Pan w klubach z Leszna i Torunia. Czy nadal podchodzi Pan emocjonalnie do występów tych drużyn czy po latach nabrał Pan nieco większego dystansu?

Gdybym powiedział, że te dwa kluby nie rodzą we mnie emocji, to po prostu bym skłamał. W Lesznie wszystko się zaczęło. To właśnie tam żużlowo dojrzewałem i pełniłem różne funkcje. Unia zawsze będzie najbliższa mojemu sercu. Myślę, że nie ma w tym nic dziwnego. Chciałbym jednak zaznaczyć, że w Toruniu spędziłem świetny okres i wyniosłem stamtąd wiele miłych wspomnień. Poznałem tam masę niesamowitych ludzi i zawsze z przyjemnością wracam do tego miejsca. Toruń to piękne miasto, w którym zawsze bardzo dobrze się czuję. Często zachęcam swoich znajomych, żeby przyjechali tu chociaż na weekend. Zawsze bez wahania stwierdzam, że Leszno i Toruń znaczą dla mnie zdecydowanie najwięcej na żużlowej mapie Polski. Za każdym razem jak nie mogę oglądać meczów na żywo, to sprawdzanie wyników zaczynam od Unii i Apatora. Nie da się zapomnieć o tych ośrodkach, ponieważ z nimi wiąże się znaczna część mojego życia. Na pewno życzę im jak najlepiej i trzymam kciuki za pomyślne wyniki.

Na koniec zapytam jeszcze jak się Panu podoba tegoroczna ekstraliga? Tak jak przewidywano, mamy podział na dwie grupy, ale chyba nie możemy narzekać na nudę i brak wrażeń?

Liga rzeczywiście trochę nam się rozwarstwiła. Trzy drużyny walczą o utrzymanie, a pięć ekip bije się o play-offy. Myślę jednak, że nie ma w tym nic złego, bo w obu grupach jest bardzo ciasno i wiele się dzieje. Wygląda na to, że do ostatniej kolejki nie będzie brakowało emocji. Tegoroczna liga na pewno może się podobać. W poprzednich latach Unia Leszno zdominowała rozgrywki, co dla niektórych pewnie było mało ciekawe, natomiast teraz trudno wskazać zdecydowanego faworyta do złota. Każda ekipa z czołówki ma spory potencjał i może namieszać. Oby jak najdłużej to wszystko trzymało w napięciu. Uprzedzam jednak, że nie dam się namówić na żadne typowanie, ponieważ jesteśmy dopiero za półmetkiem sezonu i jeszcze wszystko może się zdarzyć.

Rozmawiał: Karol Śliwiński