Sztab szkoleniowy eWinner Apatora Toruń kolejny rok z rzędu przekonuje, że zawodnicy tego klubu są świetnie przygotowani do sezonu pod względem kondycyjnym. Dobre wytrenowanie ma pomagać „Aniołom” w skutecznej jeździe na motocyklu i być jednym z kluczy do korzystnego wyniku.

Nad szlifowaniem formy przed sezonem czuwał Radosław Smyk, który jakiś czas temu dołączył do zespołu jako trener przygotowania fizycznego. W poniższej rozmowie mężczyzna opowiada o zimowych zajęciach torunian, obozie w Szczyrku i pracy z drużyną w trakcie rozgrywek. – Jeżeli chłopacy trafią ze sprzętem i będą dobrze odnajdywać się na torze, to myślę, że mogą okazać się skuteczni. Punkt wyjścia na pewno mają dobry – mówi nasz rozmówca.

Podejrzewam, że przedłużenie Twojej współpracy z klubem było tylko formalnością.

W zasadzie można tak powiedzieć, choć oczywiście trzeba było wszystko omówić i dopiąć. Po zakończeniu sezonu 2020, który przyniósł nam awans do PGE Ekstraligi, odbyłem spotkanie z Panią Prezes Iloną Termińską i przedstawiłem swój plan działania. Opowiedziałem, jak widzę swoją funkcję oraz jak wszystko powinno przebiegać w nadchodzących miesiącach. Tak naprawdę rozmowy nie trwały długo. Przekonałem się, że w dalszym ciągu jest zainteresowanie moimi usługami. Szybko znaleźliśmy nić porozumienia, dzięki czemu nadal mogę pełnić swoją rolę w klubie. Na pewno mi na tym zależało, tym bardziej, że moja dotychczasowa praca spotkała się z pozytywną oceną.

W tym roku poszerzył się zakres Twoich obowiązków, ponieważ pracowałeś z drużyną już przed sezonem.

Zgadza się. W ubiegłym roku dołączyłem do zespołu przed pierwszą kolejką i pracowałem z chłopakami jedynie podczas rozgrywek ligowych. Nie byłem odpowiedzialny za przygotowania w okresie zimowym, z wyjątkiem pojedynczych zawodników, z którymi trenowałem indywidualnie. Razem z Panią Prezes doszliśmy do wniosku, że tym razem będzie inaczej i zajmę się chłopakami od samego początku. Zauważyłem pewne braki, szczególnie u młodzieżowców. Było widać, że do połowy ubiegłego sezonu wszystko fajnie hulało, ale potem zaczęły się delikatne schody. Uznałem, że wiem co należy poprawić i jaką pracę trzeba wykonać, żeby w kolejnym sezonie było lepiej. Z tego względu dostałem przestrzeń do działania. Od razu wiedziałem, że chcę się podjąć tego wyzwania. W przeszłości wykonywałem już podobną pracę, więc dla mnie to nie było nic nowego. Moim zdaniem to jest dobre rozwiązanie, jeżeli pieczę nad okresem przygotowawczym sprawuje osoba, która na co dzień jest blisko klubu i zdążyła we wszystkim się rozeznać.

Jaki zatem plan na zimę opracowałeś dla toruńskich zawodników?

Zwracaliśmy szczególną uwagę na doskonalenie cech motorycznych. Pod tym kątem dobieraliśmy różnorodne ćwiczenia. Cały okres przygotowawczy był podzielony na etapy, a każdy etap kończył się testem sprawnościowym. Mogę powiedzieć, że między kolejnymi testami zdarzała się poprawa o 100, a nawet 150 procent. To pokazuje jak wielka praca została wykonana na treningach. Chłopacy dostali bardzo mało dni wolnych. Trzy razy w tygodniu trenowali ze mną, a do tego mieli jeszcze basen, hokej i biegi w terenie. Jeżeli nie mogliśmy skorzystać z sali, to brałem wszystkich na Motoarenę albo na Martówkę i tam szlifowaliśmy elementy, które moim zdaniem szwankowały. Na pewno nie pozwoliliśmy sobie na żadne przestoje.

Nie wszyscy zawodnicy uczestniczyli jednak w zajęciach, o których opowiadasz.

Zgodnie z naszym planem treningi w takiej formie były przewidziane dla młodzieżowców i adeptów. Paweł Przedpełski i Tobiasz Musielak mieli własnych trenerów, dlatego nie zamierzaliśmy zaburzać ich systemu. Wiedziałem jednak co oni robią, dlatego byłem o nich spokojny. Z Adrianem Miedzińskim pracowałem indywidualnie. Takie rozwiązanie praktykujemy od kilku lat i postanowiliśmy niczego nie zmieniać. Chciałbym jednak podkreślić, że od samego początku zamierzaliśmy budować team spirit, dlatego raz w tygodniu na naszych treningach pojawiali się wszyscy chłopacy z pierwszego składu, którzy byli akurat dostępni. Dzięki temu regularnie mogliśmy trenować razem. 

Jak to wyglądało w przypadku obcokrajowców?

Bracia Holderowie przygotowywali się do sezonu poza Polską. Obaj realizowali nakreślony przeze mnie plan treningowy i bardzo dobrze się z tego wywiązywali. Regularnie wysyłali nam raporty ze swoich działań, więc byliśmy na bieżąco. Robert Lambert miał swój własny tryb przygotowań, ale cały czas byliśmy na łączach. On trenował dwa razy dziennie i prezentował naprawdę profesjonalne podejście. Widziałem jego zaangażowanie i przyznam szczerze, że wielu żużlowców oraz innych sportowców mogłoby się od niego uczyć.

Jaki stosunek do przedsezonowych zajęć mieli pozostali zawodnicy Apatora?

Wszyscy podeszli do tego na poważnie i sumiennie wykonywali swoje zadania. Było widać, że każdemu zależało, dlatego z mojej strony nie ma żadnych zastrzeżeń. O zawodników z podstawowego składu w ogóle nie trzeba było się martwić. To są doświadczeni chłopacy, którzy przejeździli już trochę lat na żużlu i zdają sobie sprawę, że okres przygotowawczy przed sezonem jest bardzo ważny. Chciałbym jednak podkreślić, że jestem niezwykle podbudowany postawą naszych najmłodszych zawodników. Niemalże na każdym treningu mieliśmy stuprocentową frekwencję. Oczywiście zdarzały się sytuacje, że ktoś nie mógł uczestniczyć w zajęciach, ale to było zawsze usprawiedliwione. Nie było nikogo, kto, kolokwialnie mówiąc, olewałby swoje obowiązki. Od samego początku monitorowaliśmy osiągnięcia chłopaków i przedstawialiśmy im konkretne dane. Wszyscy widzieli, że robią postępy, więc czuli się napędzeni. Jeżeli praca przynosi efekty, to mobilizacja do ćwiczeń na pewno jest większa.

Wyjaśnisz, dlaczego ten okres przygotowawczy przed sezonem jest tak ważny?

Każdy sport wymaga odpowiedniego wytrenowania przed startem rozgrywek. Trzeba przygotować organizm do wysiłku i wyczerpującej rywalizacji. Należy wzmacniać mięśnie, które intensywnie pracują przy danej dyscyplinie. W żużlu szczególne znaczenie mają takie cechy jak mobilność, stabilność, zręczność, wytrzymałość, siła czy gibkość, więc warto nad nimi pracować. Jeżeli w okresie zimowym dopuścimy do jakichkolwiek zaniedbań, to w dalszej części sezonu na pewno pojawią się problemy. Na początku wszystko może wyglądać całkiem nieźle, ale potem zmęczenie przyjdzie znacznie szybciej niż powinno i widoczne będą braki kondycji. Dobre przygotowanie ciała w okresie zimowym ogranicza też ryzyko odniesienia kontuzji w razie upadku. Nasi zawodnicy mieli zajęcia gimnastyczne, które miały nauczyć ich odpowiednich reakcji w obliczu niebezpieczeństwa na torze. Oczywiście nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich sytuacji i całkowicie wyeliminować zagrożenia, ale jeżeli chociaż w jakimś stopniu możemy się zabezpieczyć, to warto z tego skorzystać. Właściwie przepracowana zima pozytywnie wpływa również na psychikę zawodnika i pozwala rozpoczynać sezon ze spokojniejszą głową. Jeżeli pojawiają się jakieś niepowodzenia, to przyczyn nie trzeba szukać akurat w tym aspekcie, ponieważ mamy pewność, że tutaj zrobiliśmy wszystko na sto procent. W przeciwnym wypadku zaczniemy zadręczać się pytaniami co by było gdybyśmy przyłożyli się bardziej. Nasza głowa wypełni się myśleniem o sprawach, na które w danej chwili nie mamy już żadnego wpływu. To na pewno nikomu nie pomoże i będzie tylko napędzać błędne koło. Mam jednak wrażenie, że to już nie te czasy, kiedy ktokolwiek lekceważy okres przygotowawczy. Teraz praktycznie każdy zawodnik, który chce się liczyć w tym sporcie, ma swojego trenera i solidnie się szykuje. Widać, że to wszystko idzie we właściwym kierunku. Świadomość żużlowców na temat znaczenia zimowych przygotowań jest naprawdę wysoka. Każdy zdaje sobie sprawę, że to ma spore przełożenie na postawę w trakcie sezonu.

Co ciekawego z perspektywy trenera można znaleźć w przygotowywaniu zawodników do sezonu?

Bardzo przyjemne jest porównywanie możliwości moich podopiecznych na starcie przygotowań oraz na końcu całego procesu. Jeżeli widać, że wszyscy robią postępy, to pojawia się wielka radość. To jest sygnał, że wszelkie działania poszły w dobrym kierunku i zdały egzamin. Ciekawym wymiarem tej pracy jest również to, że ona procentuje w późniejszym czasie i przynosi zauważalne korzyści. Miło jest obserwować zawodnika, który z roku na rok całkiem inaczej prowadzi motocykl, a po kolejnych biegach mówi, że nie czuje się zmęczony. Kiedy trener słyszy, że jego podopieczny czuje się znacznie lepiej niż rok temu o tej samej porze, to traktuje to jak największą nagrodę. Na to wszystko można zapracować jedynie w okresie przygotowawczym, dlatego warto się przyłożyć i być cierpliwym.

Wasze tegoroczne przygotowania do sezonu obejmowały również obóz w Szczyrku, na którym pojawiła się cała drużyna. Dlaczego akurat taka lokalizacja?

Wyboru dokonywał Tomek Bajerski za zgodą Pani Prezes Termińskiej. Tam znajdował się specjalny ośrodek, dzięki któremu wszystko mieliśmy w jednym miejscu. Z naszej perspektywy to było kluczowe. Nie trzeba było dojeżdżać na salę i ciągle się przebierać. Wielokrotnie mogliśmy przemieszczać się w zwykłych klapkach. Mieliśmy do dyspozycji siłownię, basen, dwie sale gimnastyczne i salkę konferencyjną, gdzie mogliśmy robić odprawy czy trenować starty na naszej maszynie. Śmiało mogę powiedzieć, że niczego nam nie brakowało i wszystko stało na najwyższym poziomie.

Czy pandemia mocno Was ograniczała na obozie?

W odniesieniu do samych treningów praktycznie nic się nie zmieniło. Mogliśmy robić wszystko, co sobie założyliśmy. Pandemia wpływała jedynie na otoczkę towarzyszącą naszym działaniom. Wiadomo, że wszędzie trzeba było zachowywać reżim sanitarny i wypełniać procedury. Jeżeli poruszaliśmy się po obiekcie lub przemieszczaliśmy się w jakimkolwiek innym miejscu, to musieliśmy mieć założone maseczki oraz trzymać dystans. To jednak nie było szczególnie uciążliwe. Po tylu miesiącach obostrzeń wszyscy zdążyli się już do tego przyzwyczaić.

Jakie były założenia tego obozu?

Chcieliśmy zintegrować drużynę i aktywnie spędzić czas we własnym gronie. Od samego początku nastawialiśmy się na treningi, a nie na zabawę i leżenie do góry brzuchem. Każdy dzień był realizowany według planu, który wcześniej opracowaliśmy w klubie. Wszystko rozpoczynało się porannym rozruchem o godzinie 7:30. Następnie było śniadanie, a potem narty lub inne aktywności, jak chociażby wypad w góry. W środku dnia mieliśmy obiad, a popołudniu odbywał się trening na sali albo zajęcia z psychologiem Markiem Graczykiem. Tak naprawdę nie daliśmy sobie ani jednego dnia wolnego. Wszystko było rozplanowane. Wiedzieliśmy co, gdzie i kiedy robimy. Nie było żadnego chaosu ani podchodzenia do czegoś z marszu. Nasi zawodnicy dostali całkiem spory wycisk, ale wszyscy radzili sobie rewelacyjnie. Dzięki treningom odbywanym przed obozem wiedziałem, że będzie stać ich na wiele, więc w pełni to wykorzystaliśmy.

Czy Twoim zdaniem takie obozy są potrzebne? W Toruniu do niedawna nie było czegoś takiego, ale po przejęciu zespołu przez Tomka Bajerskiego stało się jasne, że od teraz będzie inaczej. Szkoleniowiec „Aniołów” od samego początku wychodził z założenia, że to musi być stały punkt przygotowań do rozgrywek.

Tomek Bajerski dobrze wie, jak należy budować drużynę przed sezonem. Uważam, że jego podejście można oceniać bardzo pozytywnie. Wiadomo, że na takim obozie nie jesteśmy w stanie zbudować wielkiej formy, bo czasu jest zdecydowanie za mało. Na pewno można popracować trochę nad kondycją i wszystkimi najważniejszymi cechami, ale głównie trzeba działać poza obozem, żeby być w pełni gotowym do sezonu. Obozy są jednak wskazane dla budowania atmosfery w zespole. Nie chcieliśmy dopuścić do tego, żeby nasi zawodnicy spotkali się dopiero na wiosnę przy okazji pierwszych wyjazdów na tor czy różnych działań marketingowych. Stąd się wzięły wspólne treningi zimą oraz wyjazd do Szczyrku. Na obozie daliśmy chłopkom pięć dni we własnym gronie, dzięki którym mogli się dotrzeć i porozmawiać sobie jeszcze bez presji meczowej oraz stresu towarzyszącego sezonowi. Przy okazji mieli możliwość trochę się poruszać i porywalizować ze sobą. Takie działania są jak najbardziej potrzebne.

Przywieźliście jakieś ciekawe historie z obozu?

Było sporo uśmiechu i radości, ale raczej nie mam do sprzedania żadnych spektakularnych opowieści czy anegdot. Mogę jedynie wspomnieć, że wieczorem, kiedy zawodnicy mieli już trochę czasu dla siebie, odbywały się rozgrywki w Fifę. Po kilku meczach wszyscy rozchodzili się jednak grzecznie do pokojów, bo trzeba było rano wstać. Bardzo sobie chwalę punktualność, którą wykazywali się chłopacy na obozie. Ja zawsze tego wymagam i strasznie to doceniam. Nigdy nie było żadnych spóźnień, tylko pełna dyscyplina. Jeżeli umawialiśmy się na konkretną godzinę, to wszyscy czekali w gotowości już dziesięć minut przed czasem. Wydaje mi się, że tak powinno to wyglądać w profesjonalnym sporcie.

Wspomniałeś wcześniej, że zawodnicy mieli też zajęcia z psychologiem. Jesteś w stanie powiedzieć czemu dokładnie miały one służyć?

Myślę, że na ten temat powinieneś porozmawiać z Markiem Graczykiem. Ja nigdy nie lubię wypowiadać się o sprawach, na których się nie znam. To kompletnie nie moja działka. Ze swojej strony mogę jedynie powiedzieć, że Marek jest wielkim fachowcem i wiedział co robi. Moim zdaniem zajęcia z psychologiem są bardzo ważne w zawodowym sporcie, dlatego zachęcałbym każdego do współpracy. Głowa odgrywa kolosalną rolę. Warto wszystko sobie poukładać oraz wyrobić odpowiednie reakcje na różnorodne sytuacje.

Jaki klimat panuje w toruńskiej drużynie? Spędzasz z chłopakami sporo czasu, więc jesteś dobrze zorientowany.

Na ten moment wszystko wygląda bardzo dobrze. Widać, że to jest drużyna, a nie zlepek indywidualności. Chłopacy nie patrzą na czubki własnych nosów, tylko rozmawiają ze sobą i dużo analizują. Od samego początku można zauważyć, że ta ekipa żyje i wszyscy wydają się bardzo zgrani. To może być dobry prognostyk na najbliższe tygodnie. Mamy kilku nowych zawodników w składzie, ale mam wrażenie, że oni bardzo szybko stali się integralną częścią zespołu. O Pawle Przedpełskim nie trzeba nawet mówić. To nasz wychowanek, więc doskonale wszystkich znał. Najważniejsze, że Robert Lambert i Karol Żupiński bez problemu wbili się w drużynę i złapali wspólny język z kolegami. Podczas naszych zajęć za każdym razem panuje świetna atmosfera.

Przed sezonem zawodnicy toruńskiego klubu ponownie przeszli testy wydolnościowe. Jakie informacje można dzięki nim uzyskać?

Testy mówią nam, jak dany zawodnik przepracował zimę i jakie ma możliwości. To wskazuje czy znajduje się w dobrej kondycji. Dzięki testom dostajemy również wiele parametrów, które pokazują nad czym można jeszcze popracować w przyszłości.

Rok temu Tomasz Bajerski wielokrotnie chwalił się bardzo dobrymi wynikami swoich podopiecznych. Jak było tym razem?

Chłopacy ponownie wypadli rewelacyjnie. Pan doktor, który przeprowadzał testy, nie znał się specjalnie na sporcie żużlowym, ale stwierdził, że to były naprawdę świetne wyniki jak na sporty motorowe. Niektórym może się wydawać, że żużlowcy nie potrzebują przesadnie dobrej kondycji, bo przecież „tylko” prowadzą motocykl. W rzeczywistości jest jednak zupełnie inaczej i wszyscy dostają porządnie w kość. To prowadzenie motocykla zabiera bardzo dużo energii i wymaga dobrego wytrenowania. Wychodzę z założenia, że warto uświadamiać to ludziom, ponieważ ich myślenie czasami potrafi być krzywdzące dla zawodników. Jeżeli któryś z kibiców uważa, że się mylę, to zapraszam na przejażdżkę. Zobaczymy jakie będą wnioski po czterech okrążeniach na pełnym gazie. To wszystko wygląda przyjemnie z perspektywy trybun albo telewizora, ale w praktyce nie jest wcale takie łatwe.

Jesteś zadowolony z okresu przygotowawczego w wykonaniu żużlowców Apatora?

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że pod względem fizycznym każdy jest przygotowany na sto procent. Wszyscy zawodnicy robią na mnie pozytywne wrażenie i wydają się być w dobrej formie. Nie ma czegoś takiego, że zabrakło nam tygodnia, albo miesiąca, żeby było lepiej. Wszystko, co mieliśmy do zrobienia, to zrobiliśmy. Zarówno ja, jak i moi podopieczni możemy spojrzeć w lustro i powiedzieć, że wykonaliśmy naszą pracę najlepiej jak się dało. Jeżeli chłopacy trafią ze sprzętem i będą dobrze odnajdywać się na torze, to myślę, że mogą okazać się skuteczni. Punkt wyjścia na pewno mają dobry.

Jakie wskazówki miałbyś dla zawodników, żeby utrzymać dobrą kondycję w trakcie sezonu?

Na pewno nie można zaniechać treningów. Oczywiście intensywność zajęć musi być znacznie mniejsza niż w okresie przygotowawczym. Formy aktywności fizycznej mogą być różne. Najważniejsze, żeby to było dopasowane do danej osoby w zależności od jej potrzeb oraz liczby startów w nadchodzącym czasie. Wiadomo, że zawodnik nie może się „zajechać” i musi mieć przestrzeń na złapanie głębszego oddechu. Każdy ma jakiś system treningowy, ale ja na pewno będę to kontrolował i robił rekonesans. Muszę być na bieżąco i czuwać, żeby to wszystko miało ręce i nogi. Teraz moim obowiązkiem jest skupienie się na tym, by nie zaprzepaścić pracy wykonanej w okresie zimowym oraz zapewnić chłopakom jak najlepsze funkcjonowanie w trakcie rozgrywek.

Możesz powiedzieć coś więcej na temat Twojej współpracy z drużyną w czasie sezonu?

Na pewno zostajemy przy naszych rozgrzewkach przedmeczowych, które mają zjednoczyć chłopaków i przygotować ich do rywalizacji na torze. Zamierzam jednak wprowadzić trochę modyfikacji w tym zakresie. Poplanowałem kilka nowych elementów, ale nie chciałbym zdradzać szczegółów. Mogę jedynie powiedzieć, że trzeba iść z duchem czasu i urozmaicać chłopakom zajęcia. Ćwiczenia nie mogą być dla nich nudne i muszą działać na ich korzyść. W tym momencie na pewno mam znacznie większy komfort niż rok temu. Dzięki wspólnie przepracowanemu okresowi przygotowawczemu znacznie lepiej poznałem chłopaków. Teraz wiem jaką mają bazę treningową, więc łatwiej jest mi wszystko dopasować i wyznaczyć kierunki naszych późniejszych działań. Wyciągamy wnioski i chcemy udoskonalać naszą współpracę. Poza meczami będę w stałym kontakcie z zawodnikami. Jeżeli ktoś będzie czegoś potrzebował, albo sam będę widział, że coś należy poprawić, to odpowiednio zareagujemy. Na pewno zamierzam trzymać rękę na pulsie.

Czy pojawienie się nowych twarzy w toruńskiej grupie postrzegasz jako duże wyzwanie? Wszystkich trzeba przecież wdrożyć w system i przekonać do podejmowanych działań. Pozostali oswoili się z Twoimi metodami i zdążyli Ci zaufać.

Myślę, że nie stanowi to dla mnie wielkiej trudności. Nowi zawodnicy nie pojawiają się w drużynie z dnia na dzień, więc mamy czas, żeby się poznać, a potem wszystko między sobą omówić i wyjaśnić. Z każdym nowym zawodnikiem od razu nawiązuję kontakt i komunikujemy się na bieżąco. Z Pawłem znałem się już wcześniej, natomiast z Robertem i Karolem bardzo szybko zaczęliśmy nadawać na tych samych falach. Chłopaki wiedzą od czego jestem i akceptują moją rolę. Myślę, że nasza współpraca będzie bardzo owocna, ponieważ oni zdają sobie sprawę, że mogą dzięki niej wiele zyskać.

Masz poczucie, że jesteś dobrze zintegrowany z drużyną i wzbudzasz posłuch?

Z mojej perspektywy relacja z chłopakami na pewno jest fajna. Każdy jest otwarty na moje wskazówki i porady. Nie czuję, żeby były jakiekolwiek bariery między nami. Wszyscy wiedzą, że chcę im pomóc i widzą sens w podejmowanych przez nas działaniach. Zawodnicy chętnie mówią czego im potrzeba oraz zwierzają się ze swoich spostrzeżeń dotyczących treningu. Wielokrotnie proszą mnie także o pomoc w dopasowaniu suplementacji witaminowej oraz wielu innych rzeczy. Każdy z nich chciałby wiedzieć co jeszcze może zrobić lepiej. Moim zdaniem nasza współpraca przebiega bardzo dobrze. Mam wrażenie, że z miesiąca na miesiąc jest coraz lepsza. Wychodzę jednak z założenia, że najbardziej wiarygodnej oceny mogą dokonać jedynie chłopacy.

Jakie emocje wywołuje w Tobie początek sezonu?

Ostatnio uświadomiłem sobie, jak bardzo stęskniłem się za klimatem parku maszyn i otoczką towarzyszącą każdemu meczowi. Dobrze jest wrócić do tego wymiaru mojej pracy. Wielokrotnie powtarzam, że kocham to, co robię, dlatego bardzo chętnie przystępuję do działania. Zdaję sobie jednak sprawę, że po powrocie do ekstraligi poprzeczka poszła w górę i wszystko musi być na jak najwyższym poziomie. Musimy zadbać o pełen profesjonalizm.

Jak oceniasz możliwości Apatora w sezonie 2021?

Mamy młody i perspektywiczny zespół, który wielokrotnie może pozytywnie zaskoczyć. Podoba mi się, że jedziemy bez presji i wielkich oczekiwań. Nie mamy żadnego dream temu, więc nikt nie każe nam walczyć o złoty medal. My tylko możemy, ale nic nie musimy. Moim zdaniem posiadamy w składzie wielu zawodników, którzy mogą wystrzelić i napsuć krwi rywalom. Naszym celem jest utrzymanie, ale uważam, że walka o wyższe pozycje jest całkiem realną perspektywą. Na pewno nie byłbym zdziwiony, gdyby tak się stało. To jest sport i wszystko może się wydarzyć.

Przed rozpoczęciem sezonu w drużynie pojawiły się zachorowania na koronawirusa u braci Holderów oraz Kamila Marcińca. Myślisz, że to może w jakimś stopniu wpłynąć na ich formę fizyczną?

Z całą trójką byliśmy w stałym kontakcie. Wiemy, że oni przechodzili to łagodnie i praktycznie bezobjawowo. Nie czuli się osłabieni i nie mieli temperatur. Wszyscy posiadali sprzęt w domu, więc mogli trenować w okresie izolacji. Na pewno nie leżeli odłogiem i kompletnie nic nie robili. Mam nadzieję, że cała ta sytuacja nie będzie miała przełożenia na ich dyspozycję.

Czy według Ciebie pandemia mocno utrudniała zawodnikom przygotowania do sezonu?

Moim zdaniem nie było dużego przełożenia pandemii na przebieg okresu przygotowawczego. Sport zawodowy nie został zamrożony, więc wszyscy mogli normalnie szlifować formę i korzystać z obiektów sportowych. Gdyby jakiś zawodnik stwierdził, że fizycznie nie przygotował się odpowiednio do sezonu na skutek pandemii, to według mnie szukałby dziury w całym. Każdy dostał to, czego na tym etapie potrzebował. Wiadomo jednak, że dobre wytrenowanie to tylko jeden z elementów na drodze do sukcesu. Zawodnicy muszą poukładać jeszcze wiele innych rzeczy. W niektórych aspektach pandemia na pewno może dawać się bardziej we znaki, ale w przypadku treningów moim zdaniem kompletnie nie przeszkadza.

Na koniec zapytam jeszcze jak Tobie pracuje się w pandemicznych warunkach?

Myślę, że gdybym za dużo narzekał, to porządnie bym zgrzeszył. Dopóki nie zamkną mi sportu zawodowego, to nie będzie wcale tak źle. Po czasie człowiek do wszystkiego się przyzwyczaja, choć z pewnymi rzeczami trudno się pogodzić. Największą bolączką na pewno jest to, że musimy jeździć bez kibiców. To daje się we znaki, ponieważ atmosfera na tym traci. Ja jednak cieszę się, że mimo wszystko mogę wykonywać swoją pracę i realizować wszystkie założenia.

Rozmawiał: Karol Śliwiński