Aktualności

Mistrzowskie zwieńczenie sezonu – zapowiedź Grand Prix Polski w Toruniu

Choć na dworze coraz chłodniej, to dla żużlowego Torunia początek października zapowiada się niezwykle ekscytująco. W sobotę do Grodu Kopernika znów zjadą najlepsi na ten moment żużlowcy na świecie, by rywalizować w przedostatniej w tym sezonie rundzie Grand Prix. I choć ostateczne rozstrzygnięcie zapadnie w australijskim Melbourne, to Indywidualnego Mistrza Świata możemy poznać już na MotoArenie. Polscy kibice też powinni nastroić gardła, bo na finiszu zmagań niezwykłego wsparcia będą potrzebować nasze Orły. Na dwie rundy przed końcem zmagań o mistrzowską koronę, klasyfikacja wciąż się jeszcze w pełni nie wykrystalizowała. W każdej chwili mogą zajść w niej zmiany. Co wydarzy się w Toruniu? Początek turnieju o godzinie 19:00.

Cykl Grand Prix wpisał się w już w tradycję Grodu Kopernika. W tym roku zawita tu po raz ósmy z rzędu. To będzie jedenasta runda sezonu 2017 i 214. runda w historii tego systemu wyłaniania mistrza świata. Wydaje się, że Toruń jest idealnym miejscem, aby przerwać zwycięską niemoc biało-czerwonych na polskiej ziemi, która trwa od jakiegoś czasu. MotoArena zawsze była szczęśliwa dla Polaków. Za każdym razem minimum jeden z nich stał tu na podium. W latach 2013-2014 było ich dwóch, a w 2010 roku biało-czerwoni zajęli całe „pudło”. Wygrywali tu Tomasz Gollob, Adrian Miedziński i Krzysztof Kasprzak. Warto dodać, że nikomu nie udało się tu wygrać więcej niż raz. Za każdym razem na najwyższym stopniu podium stawał inny zawodnik. To pokazuje jak nieprzewidywalne są zawody na MotoArenie. Nie ma faworytów. Poza wspomnianymi Polakami wygrywali tu też Andreas Jonsson, Antionio Lindbaeck, a w dwóch ostatnich latach Nicki Pedersen i Niels Kristian Iversen. Patrząc na obecną formę Duńczyków, a raczej jednego, który w tej chwili został w stawce, ich dwuletnia hegemonia w sobotę raczej zostanie przerwana. W sumie na podium stawało tu czternastu zawodników z pięciu różnych państw – siedmiu Polaków, po dwóch Szwedów, Duńczyków i Australijczyków oraz jeden Amerykanin. Najczęściej na „pudle” meldowali się Jarosław Hampel (cztery razy) i Greg Hancock (trzy razy). Co jednak ciekawe, żaden z nich ani razu nie wygrał. Warto dodać, że spośród całej czternastki, tylko czterech zawodników pojedzie w sobotę. Grono to może się zatem powiększyć.

Tak wygląda zebrana w liczbach i statystykach przeszłość Grand Prix Polski w Toruniu. O medalach w sezonie 2017 zadecyduje jednak to, co dzieje się obecnie. Na tych kwestiach należy się więc skupić. Na MotoArenie oczy na pewno będą skierowane w stronę Jasona Doyle’a. Australijczyk ma w tej chwili 22 punkty przewagi nad drugim w klasyfikacji Patrykiem Dudkiem. Jeśli ją utrzyma, to już w Toruniu przypieczętuje mistrzowską koronę. Byłoby to dla niego bardzo symboliczne, zważywszy na fakt, że przed rokiem właśnie tu odniósł kontuzję, która pozbawiła go szans na złoto. Widać po nim, że jest nastrojony na walkę o najwyższe trofeum i robi wszystko, aby nic nie wyrosło mu na drodze ku spełnieniu tego celu. W medalowej trójce są w tej chwili jeszcze Patryk Dudek i Maciej Janowski. W Toruniu jupitery z pewnością będą kierować się też w ich stronę. W pewnym momencie każdy z nich miał nawet szansę na złoto, ale różne okoliczności spowodowały, że obecnie pierwszorzędnym celem jest obrona „pudła”. Dwóch Polaków z medalem bez wątpienia byłoby ważnym osiągnięciem. Nie można jednak zapominać, iż rywale nie śpią. Niepokój może budzić fakt, że forma „Duzersa” i „Magica” jest nieco szarpana, a obaj panowie lepsze występy przeplatają z gorszymi. Ich przewaga ostatnio nie rośnie, a wręcz spada. Czas odwrócić trend.

Biało-czerwoni zlokalizowani w strefie medalowej muszą jednak uważać. Za ich plecami czai się krwiożercza grupa pościgowa, która wyczekuje każdego, nawet najmniejszego błędu, by z premedytacją go wykorzystać i sięgnąć po swoje marzenia, przekreślając tym samym cele Polaków. Do tej grupy musimy zaliczyć Emila Sajfutdinowa i Taia Woffindena. Każdy z nich dobił już punktowo do „setki”. Można przypuszczać, że każdy z nich zrobi wszystko by zawalczyć o podium. Tuż za nimi znajduje się Bartosz Zmarzlik. Brązowy medalista sprzed roku prawdopodobnie nie powtórzy swojego wielkiego wyczynu, ale nie ukrywa, że z dwóch ostatnich rund będzie chciał wycisnąć tyle, ile się da. Po Polaku widać zaangażowanie, więc można przypuszczać, że będzie wymagającym rywalem. Jeszcze jakiś czas temu w grupie pościgowej na pierwszym miejscu wymienialibyśmy Fredrika Lindgrena. To on był najbliżej Polaków i najbliżej medalu. Szwed jednak nabawił się kontuzji, która eliminuje go z jazdy. W jego miejsce pojedzie powołany w ekspresowym tempie rezerwowy, Vaclav Milik. Czech z pewnością będzie chciał pokazać się z dobrej strony. Jego coraz lepsza forma powoduje, że staje się łakomym kąskiem dla żużlowej elity.

Niżej zaczyna się walka o utrzymanie, czyli kolejny jakże ważny cel rzemiosła w Grand Prix. W tej chwili wydaje się, że korespondencyjny pojedynek o ósmą lokatę stoczą Matej Zagar i Martin Vaculik. Słoweniec okazał się sensacyjnym zwycięzcą dwóch minionych rund w Teterow i Sztokholmie, a co za tym idzie wyprzedził Słowaka, który niedawno przyznał, że w tym momencie skupia się na utrzymaniu. Miałby to zresztą potraktować na wagę mistrzostwa. W dużo gorszej sytuacji są Chris Holder, Antonio Lindbaeck i Piotr Pawlicki. Każdy z nich do czołowej ósemki traci już ponad dziesięć punktów. „Chrispy” zna jednak MotoArenę jak mało kto, „Toninho” jest zawodnikiem nieobliczalnym, któremu toruński obiekt kolokwialnie mówiąc „leży”, a „Piter” nie ma już w tej chwili nic do stracenia. Każdy z nich będzie walczył o pozostawienie po sobie dobrego wrażenia.

W Toruniu zabraknie kontuzjowanych Grega Hancocka, Nickiego Pedersena i Nielsa Kristiana Iversena. Całej trójki z pewnością brakuje na światowych torach. Zwłaszcza „Grin” i „Power” znacząco wpisali się na kartach cyklu Grand Prix. W każdym turnieju, także tym toruńskim, dodawali mu specyficznego kolorytu. Ich nieobecność jest swoistym znakiem czasu, który pokazuje, że w elicie dokonuje się powolna zmiana pokoleniowa. Urazy jednak nie wybierają, a to przecież one doprowadziły do takiej sytuacji. Zastąpią ich rezerwowi cyklu – Peter Kildemand, Martin Smoliński i Max Fricke. Trzeba przyznać, że w tym roku są nieźle zapracowani. Startowanie z takiej pozycji jest wielką szansą, ale wydaje się, że żaden z nich w pełni jej nie wykorzystuje. „Pająk” przez cały sezon mija się z oczekiwaniami, a Smoliński miewa jedynie pojedyncze przebłyski. Najwięcej do udowodnienia ma Fricke. Młody Australijczyk chce zwrócić na siebie uwagę BSI i być może zawalczyć o dziką kartę. Na razie powoli się rozkręca, ale chyba wciąż czeka na szczególny wystrzał formy. Nie możemy zapominać o Pawle Przedpełskim, który na toruńską rundę ponownie otrzymał dziką kartę. Dla torunianina to spora nobilitacja. To nie był dla niego dobry sezon. Po raz pierwszy jeździł w gronie seniorów, czego trudy boleśnie odczuł na własnej skórze. Momentami nie łapał się do składu, a próbę powrotu do łask okupił kontuzją. Pod koniec sezonu zaczął jednak podnosić się z kolan. Start w cyklu Grand Prix może być dla niego szansą, by z przytupem zakończyć obecny sezon.

Choć do końca cyklu Grand Prix 2017 pozostało już niewiele wyścigów, to prawdziwe emocje są dopiero przed nami. Każdy punkt jest w tej chwili na wagę złota, medalu lub utrzymania. Wszyscy zdają sobie sprawę o co jadą i weryfikują cele. Nikt nie może pozwolić sobie na choćby króciutką drzemkę, bo jej cena może być wysoka i trudna do zapłacenia. W tych ostatnich biegach rozstrzygną się najważniejsze kwestie dotyczące obecnego sezonu. Każdy chce pokazać się z dobrej strony, zabłysnąć na finiszu i udowodnić, że miejsce w elicie jest mu należne. Co przyniesie toruńska runda Grand Prix? Wszystko zweryfikuje tor.

Lista startowa

1. Bartosz Zmarzlik (Polska)
2. Emil Sajfutdinow (Rosja)
3. Martin Vaculik (Słowacja)
4. Chris Holder (Australia)
5. Martin Smoliński (Niemcy)
6. Matej Zagar (Słowenia)
7. Jason Doyle (Australia)
8. Tai Woffinden (Wielka Brytania)
9. Maciej Janowski (Polska)
10. Max Fricke (Australia)
11. Vaclav Milik (Czechy)
12. Antonio Lindbaeck (Szwecja)
13. Patryk Dudek (Polska)
14. Peter Kildemand (Dania)
15. Paweł Przedpełski (Polska)
16. Piotr Pawlicki (Polska)
R1. Bartosz Smektała (Polska)
R2. Igor Kopeć-Sobczyński (Polska)

Na treningu przed Grand Prix Polski w Toruniu powiedzieli:

Jason Doyle: Jeszcze długa droga przede mną. W kalendarzu wciąż mamy dwie rundy, więc jeszcze wszystko jest możliwe. Cały czas potrzebujemy pełnego skupienia. Dopiero potem zobaczymy co przyniesie los. Przed nami kolejna wymagająca runda. Robimy co tylko możemy. To nie tylko praca przy silnikach i sprzęcie, ale też poprawienie momentu startowego na sobotni turniej. Wciąż jest za wcześnie bym powiedział, że czuję smak złota. Nigdy nie wiesz co będzie za łukiem na torze żużlowym. Jeśli chodzi o tor w Toruniu, to miewałem na nim lepsze i gorsze momenty. Mam nadzieję, że w sobotę wszystko będzie dobrze. Wciąż jednak mamy wiele wyścigów do odjechania, więc na tym się skupiamy.

Bartosz Zmarzlik: Na razie patrzę w stronę jutra. Jestem dzień przed Grand Prix i nie będę jeszcze oceniał. Zrobimy to po ostatnim turnieju. Wtedy będzie czas na podsumowanie całego sezonu. Nie mam przygotowanego nic specjalnego na dwie ostatnie rundy. Po prostu chcemy pojechać jak najlepiej. Zobaczymy czy się uda. Nie wiem co te rundy mogą zmienić. Są od tego specjalne osoby, które dokonują pewnych ocen. Ja chcę się bawić i robić swoje. Treningi, które odbyłem niedawno na MotoArenie były raczej pod kątem ogólnego pojeżdżenia. Każdy dzień jest inny. Za każdym razem tor inaczej się zachowuje.

Paweł Przedpełski: Sezon dobiega końca, a przed nami tak naprawdę najważniejsze zawody. W niedzielę mamy baraż w Gdańsku, ale najpierw jeszcze sobotnie Grand Prix. To dla mnie bardzo ważny turniej, więc się na nim skupiam. Dobre występy mogą być pozytywnym bodźcem przed zakończeniem sezonu. Takie jest założenie, ale to jest sport. Wszystko się może zdarzyć. Chcę wygrywać jak najwięcej biegów. Presji jednak na sobie nie wywieram. Nie ma też napięcia na konkretne miejsce. Po cichu na coś jednak liczę i będę w tym kierunku zmierzał. Ten sezon jest taki, że w sprzęcie szuka się czegoś co zawody. Nie zdarzyło mi się jeszcze żeby w jednym roku jechać na sprzęcie od trzech tunerów. Ten sezon jest po prostu dziwny.

Bartosz Smektała: Rola rezerwowego znaczy naprawdę dużo. To dla mnie kolejne doświadczenie. Fajnie zobaczyć jak wszystko wygląda od środka. Zgadzam się, że to spora nobilitacja. Byłem przekonany, że szansę dostaną chłopaki z Torunia. Nawet gdybym myślał o roli rezerwowego, to raczej drugiego, a nie pierwszego. Myślę jednak, że dzięki takiemu wyróżnieniu, jeśli oczywiście będę miał szansę wyjechać, to spróbuję zostawić po sobie dobre wspomnienie. To też możliwość dowiedzenia się na co trzeba być przygotowanym w przyszłości. Jeśli będę na tyle dobrym zawodnikiem, to wiem, że na pewno chcę jeździć w Grand Prix. Teraz nie jestem na to gotowy, ale w niedalekiej przyszłości chciałbym być. Ten turniej to dobry moment żeby wszystko zobaczyć, a być może spróbować. Jeśli trzeba będzie jechać, to będę gotowy. Nie przyjechałem tu na testowanie sprzętu. Zabrałem motocykle, które znam, które są najlepsze i na których najczęściej jeżdżę.

Autor: Karol Śliwiński