Aktualności

Powstrzymać leszczyńską dominację – zapowiedź meczu Get Well Toruń – Fogo Unia Leszno

Żużlowa PGE Ekstraliga zagościła u nas na dobre. Przed nami druga kolejka zmagań w najlepszej i najszybszej lidze żużlowej świata. Torunianie nie mają łatwego wejścia w sezon i stoją przed potężnym wyzwaniem. Po zeszłotygodniowych zmaganiach ze Stelmetem Falubazem Zielona Góra, czyli królem transferowego polowania i jednym z pretendentów do jazdy w finale, przyszedł czas na pojedynek z Drużynowym Mistrzem Polski. W niedzielę 14 kwietnia Get Well Toruń zmierzy się na własnym torze z Fogo Unią Leszno. Czy „Aniołom” uda się powstrzymać „Byczą” dominację, która w Grodzie Kopernika trwa od dobrych dwóch sezonów? Początek ścigania na Motoarenie o godzinie 16:00.

 

Po zeszłotygodniowej inauguracji PGE Ekstraligi, w obu ośrodkach panują zgoła odmienne nastroje. Torunianie nie pokazali się z najlepszej strony w Zielonej Górze i polegli w starciu z miejscowym Stelmetem Falubazem 37:53. Żadna z drużyn nie poniosła tak wysokiej porażki, co oznacza, że żółto-niebiesko-biali po pierwszej kolejce zamykają ligową tabelę. Podopieczni Jacka Frątczaka jako jedyni nie odnieśli też ani jednego biegowego zwycięstwa, co może delikatnie martwić. Czy to oznacza, że w zespole nie ma duetu, który mógłby przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść? Zdecydowanie za wcześnie na tak dalece idące wnioski, ale bez takich duetów trudno będzie o wypracowanie korzystnych rezultatów w przyszłości. Co prawda, nikt nie jechał do Zielonej Góry z deklaracją odniesienia pewnego zwycięstwa, ale patrząc na przebieg meczu, spory niedosyt pozostaje. Żużlowcy z Grodu Kopernika, w swoim stylu, całkiem nieźle rozpoczęli spotkanie i wydawało się, że dysponują potencjałem, który pozwoli im zawalczyć o korzystny wynik.

 

Po pierwszych biegach tracili rzecz jasna kilka punktów do rywala, ale ten nie potrafił wypracować znaczącej przewagi. Większość biegów kończyło się podziałem punktów i rezultatem 3:3. W tym czasie przyjezdni nie byli jednak w stanie zaatakować i podgonić choćby kilku oczek. Z drugiej strony, przed biegami nominowanymi nie mogli narzekać na wynik. Ośmiopunktowa strata do zielonogórzan stawiała ich w korzystnym położeniu i stwarzała szansę na meczowy remis. Niestety, potwierdziło się, że biegi nominowane nie są najmocniejszą stroną Get Well Toruń. Dwie podwójne porażki na koniec spotkania oznaczały podwojenie przewagi przez gospodarzy i wypracowanie przez nich szesnastopunktowej zaliczki przed rewanżem. To przesądziło o niezbyt korzystnym odbiorze tego wyniku w Grodzie Kopernika. Żużlowcy spod znaku „Anioła”, na dystansie ośmiu okrążeń, zaprzepaścili swoje dokonania z trzynastu wcześniejszych biegów. Co ciekawe, torunianie tak naprawdę przegrali zaledwie pięć wyścigów, a pozostałe zremisowali. Okazuje się, że tyle wystarczyło, by straty urosły do pokaźnych rozmiarów. Sezon jest jednak długi, a „Anioły” mają przed sobą szereg innych spotkań, które w zamyśle powinny wymazać nienajlepsze wrażenia z inauguracji.

 

W dużo lepszych nastrojach przed drugą rundą zmagań, wydają się być leszczynianie. Na otwarcie sezonu pokonali oni wrocławian 50:40 i rozpoczęli marsz po trzecie z rzędu złoto Drużynowych Mistrzostw Polski. Podopieczni Piotra Barona bez wątpienia urastają do miana faworytów PGE Ekstraligi, ale na ich drodze nie zabraknie drużyn, które będą chciały zepchnąć ich ze szczytu. Czy jedną z nich okaże się Get Well Toruń? Tego jeszcze nie wiemy. Do niedzielnego wieczoru to pytanie pozostanie frapującą zagadką. Weryfikacja potencjałów może być interesująca. Leszczynianie na inaugurację pokazali swoją siłę, ale to nie znaczy, że mogą mieć spokojną głowę i nie zastanawiać się nad poprawą sytuacji. Do Torunia na pewno nie przyjadą ze stuprocentową pewnością swojego zwycięstwa, choć spróbują zrobić wszystko, by po raz kolejny wydrzeć je „Aniołom”.

 

Kibiców byczej drużyny mógł zastanawiać przebieg meczu leszczyńsko-wrocławskiego. Na początku spotkania wydawało się, że podopieczni Piotra Barona będą w stanie rozgromić „Spartan”. Po trzech biegach prowadzili już 14:4, a po dziesięciu wyścigach mieli osiemnastopunktową przewagę. Później jednak wrocławianie prezentowali się znacznie lepiej i odrobili część strat. Czy to powinno martwić przyjezdnych? W tym wypadku wyciąganie daleko idących wniosków również mija się z celem. Obiektywnie rzecz ujmując, zwycięstwo jest zwycięstwem i prawdopodobnie nikt nie będzie rozpamiętywał jego rozmiarów. Wystarczy wspomnieć, że rok temu Fogo Unia Leszno w pierwszym meczu na własnym torze wygrała różnicą zaledwie sześciu punktów, a finalnie sięgnęła po złoto. Leszczynianie, podobnie jak torunianie, mają przed sobą kolejne spotkania i do każdego z nich podejdą ze świeżym nastawieniem oraz z chęcią odniesienia zwycięstwa. Jakby jednak nie patrzeć, obie drużyny będą chciały coś udowodnić i uspokoić swoich fanów.

 

Do serca z pewnością wezmą to sobie niektórzy zawodnicy Get Well Toruń. W Zielonej Górze z bardzo dobrej strony pokazał się Niels Kristian Iversen, który jako jedyny był w stanie regularnie nawiązywać walkę z rywalami i udowadniać swoją skuteczność na dystansie. Duńczyk w żadnym stopniu nie przypominał pogubionego zawodnika z początku minionego sezonu. Wtedy w dwóch pierwszych meczach zdobył w sumie dziesięć punktów i dwa bonusy. Teraz, po zaledwie jednym starciu, ma na swoim koncie już czternaście oczek. Potwierdza się, że drugim filarem toruńskiej drużyny w dalszym ciągu może być Jason Doyle. Przy Wrocławskiej 69, Australijczyk zdobył dziesięć punktów w sześciu startach, ale nie był w stanie pokazać pełni swojego potencjału, ponieważ z każdym kolejnym wyścigiem jego skuteczność stawała się coraz słabsza. Poza tym, „Doyley” musi popracować nad parową jazdą, ponieważ w Zielonej Górze zdarzało mu się przeszkodzić swojemu zespołowemu koledze. Oczywiście nie robił tego celowo i z premedytacją. Można wytłumaczyć to chęcią pogoni za rywalami i wywiązania się z roli jednego z liderów, ale momentami nie wyglądało to najlepiej.

 

Najbardziej odczuł to Norbert Kościuch, który na inaugurację zdobył dwa punkty z dwoma bonusami, ale bez wątpienia stać go na znacznie więcej. W meczu na Motoarenie powinno być mu nieco łatwiej. Spory zawód sprawili za to bracia Holderowie. Chris zakończył spotkanie z pięcioma punktami na koncie, a jego młodszy brat z dwoma. Bez trzeciego lidera, „Aniołom” trudno będzie walczyć o korzystne rezultaty. Do tego miana z pewnością urastał „Chrispy”. Podczas treningów punktowanych pokazywał się z bardzo dobrej strony i wydawał się świetnie przygotowany do sezonu. Zupełnie inne wrażenie pozostawiał po sobie Jack Holder i niestety potwierdziło się, że w dalszym ciągu zmaga się on z poważnymi problemami. Australijskim braciom brakowało przede wszystkim prędkości. Jeżeli nie znajdą jej w najbliższym czasie, to Get Well Toruń może nie mieć łatwo. Warto wspomnieć, że toruński zespół przystąpi do niedzielnej rywalizacji w niezmienionym składzie. Po raz kolejny zabraknie kontuzjowanego Rune Holty, zatem Jacek Frątczak ponownie będzie miał ograniczone pole manewru taktycznego.

 

Patrząc na skład leszczyński, widać, że wszystko zostało w nim po staremu. Działacze nie dokonali żadnych roszad kadrowych i liczą na obronę Mistrzostwa Polski w takim samym zestawieniu, jak w sezonie 2018. Siłą Fogo Unii Leszno jest doskonale bilansujący się skład seniorski i wsparcie ze strony młodzieżowców. Nawet jeżeli wydaje się, że ktoś pojechał poniżej swojego poziomu i stać go na znacznie więcej, to zespół zwykle jest w stanie wyrównać potencjalne straty i nadrobić je za sprawą kolejnego zawodnika. Dowód? W minionym sezonie leszczynianie mieli aż pięciu zawodników w czołowej dwudziestce najskuteczniejszych jeźdźców PGE Ekstraligi, ale tylko jednego w czołowej dziesiątce, a konkretnie na szóstym miejscu. Wszystkich było stać na dobry wynik, ale nikt nie wyróżniał się w szczególny sposób. U progu nowego sezonu, z bardzo dobrej strony pokazali się Emil Sajfutdinow i Piotr Pawlicki. Rosjanin zdobył na inaugurację trzynaście punktów z bonusem, a „Piter” uzbierał jedenaście oczek. Docenić należy też Brady’ego Kurtza, który objeżdża swój drugi pełny sezon w PGE Ekstralidze. W meczu przeciwko wrocławianom, Australijczyk stopniowo się rozkręcał i zakończył spotkanie z ośmioma punktami na koncie. Przed rokiem, tylko dwa razy zdarzyło się, by pojechał lepiej, notując osiem punktów z czterema bonusami w starciu z zielonogórzanami na „Smoczyku” oraz dwanaście punktów z dwoma bonusami w Grudziądzu.

 

Kibice z Leszna mogli oczekiwać nieco więcej od Janusza Kołodzieja, ponieważ zaliczył on bardzo dobry początek spotkania, ale po zdobyciu sześciu punktów z bonusem w trzech pierwszych biegach, potem dwa razy przyjeżdżał do mety na ostatnim miejscu. „Koldi” jednak zwykle dobrze czuje się na Motoarenie. Warto wspomnieć, że leszczynianie przyjadą do Torunia bez kontuzjowanego Jarosława Hampela, który w eliminacjach Złotego Kasku złamał łopatkę. To jednak nie powinno zanadto przeszkadzać ekipie Piotra Barona, ani szczególnie jej osłabiać. Przed rokiem, Fogo Unia Leszno, w trzech pierwszych meczach musiała radzić sobie bez kontuzjowanego kapitana, Piotra Pawlickiego, z czego dwa razy na wyjeździe, a mimo wszystko nie przegrała wtedy ani razu. Wiele wskazuje na to, że leszczynianie będą mieć przewagę nad torunianami na pozycjach juniorskich. Co prawda, Bartosz Smektała i Dominik Kubera na inaugurację jeździli w kratkę, ale i tak uzbierali prawie jedną czwartą punktów całej drużyny, czyli utrzymali poziom z minionego sezonu. Get Well Toruń nie może się pochwalić tak dobrymi statystykami wśród młodzieżowców, ale w Zielonej Górze ta formacja nie pokazała się z najgorszej strony. Igor Kopeć-Sobczyński potrafił zaskoczyć dobrym startem i ofensywną jazdą, a Maksymilian Bogdanowicz wykazywał swoje zaangażowanie i chciał przebijać się do przodu. Nie zawsze jednak wychodzi.

 

Torunianie staną w niedzielę przed trudnym zadaniem przerwania leszczyńskiej dominacji na Motoarenie. „Byki” wygrały dwa ostatnie starcia w Grodzie Kopernika i potwierdziły, że dobrze czują się na nowoczesnym toruńskim stadionie. Trudno w to uwierzyć, ale „Anioły” po raz ostatni pokonały Fogo Unię Leszno przed własną publicznością 26 czerwca 2016 roku. Niesamowite spotkanie odjechał wtedy Chris Holder, który zdobył płatny komplet punktów. Kolejne dwa mecze zmusiły torunian do przełknięcia gorzkiej pigułki. W 2017 roku przegrali różnicą zaledwie dwóch punktów, a wynik rozstrzygnął się dopiero w piętnastym biegu. Równie bolesna była zeszłoroczna porażka w stosunku… 37:53. To było najwyższe zwycięstwo ekipy przyjezdnej w historii istnienia Motoareny. Żużlowcy spod znaku anioła prowadzili wówczas tylko po pierwszym biegu, a potem rywale nie dali im dojść do głosu. Czy w niedzielę podopieczni Jacka Frątczaka będą w stanie się przełamać? Jeżeli spojrzymy na jedenaście meczów z lat 2009-2016, z których tylko jeden był przegrany, to torunianie zdobywali przeciwko leszczynianom na Motoarenie średnio 50 punktów. Warto nawiązać do tych wspomnień, bo taki wynik spotkałby się z wieloma pozytywnymi reakcjami.

 

Torunianie mają przed sobą pierwszy mecz sezonu na własnym torze. To ważny moment, ponieważ każdy chce pokazać się z jak najlepszej strony przed swoimi kibicami. Ci drudzy nie powinni tracić wiary w drużynę, pomimo tego, że na inaugurację nie dała im zbyt wielu powodów do radości. Z drugiej strony, Get Well Toruń ma przed sobą jeszcze cały sezon i co najmniej cztery miesiące zmagań. Ubiegłoroczne rozgrywki pokazały, jak bardzo potrafi zmienić się optyka na przestrzeni rundy zasadniczej. Byle tylko nie za późno. W niedzielę torunianie spróbują pokonać leszczynian, żeby na początku sezonu nie stracić kontaktu z czołówką i przełamać zwycięską passę „Byków”, a leszczynianie spróbują pokonać torunian, żeby udowodnić swój potencjał w meczu wyjazdowym i przedłużyć serię zwycięstw na Motoarenie. Przed rokiem, „Anioły” zdobywały na własnym torze średnio 49 punktów na mecz i w starciu z Fogo Unią Leszno powinny się tego trzymać. Nie należy jednak zapominać, że w sezonie 2018, „Byki” dowoziły tyle samo punktów na torach rywali. To zwiastuje potężne emocje. Jaki wynik odnotujemy tym razem? Dowiemy się, kiedy taśma wreszcie pójdzie w górę!

 

Awizowane składy

Fogo Unia Leszno

  1. Emil Sajfutdinow
  2. Tymoteusz Picz
  3. Brady Kurtz
  4. Janusz Kołodziej
  5. Piotr Pawlicki
  6. Dominik Kubera
  7. Bartosz Smektała

 

Get Well Toruń

  1. Jason Doyle
  2. Norbert Kościuch
  3. Chris Holder
  4. Filip Nizgorski
  5. Niels Kristian Iversen
  6. Maksymilian Bogdanowicz
  7. Igor Kopeć-Sobczyński

 

Początek spotkania: 16:00

Sędzia: Remigiusz Substyk

Komisarz toru: Krzysztof Okupski

 

Autor: Karol Śliwiński