W połowie lipca włodarze eWinner Apatora Toruń poinformowali o dołączeniu do drużyny Radosława Smyka, czyli trenera od przygotowania fizycznego, który na przestrzeni całego sezonu ma dbać o jak najlepszą kondycję i dobre samopoczucie „Aniołów”, a także gwarantować im solidną przedmeczową rozgrzewkę. Czegoś takiego w toruńskim klubie jeszcze nie było, ale ten sezon przynosi wiele pozytywnych zmian. Popularny „Smyku” to bardzo ciekawy człowiek, który przed laty chciał zostać żużlowcem, potem skończył administrację, a finalnie postawił na kulturystykę i rolę trenera personalnego. Pomimo nazwiska, to wcale nie taki smyk, tylko kawał chłopa. Prywatnie to jednak bardzo otwarty i sympatyczny facet, który uwielbia swoją pracę i kocha pomagać innym. W pierwszej części obszernego wywiadu nasz rozmówca opowiada o swoich obowiązkach w Apatorze, pozycji w drużynie, współpracy z torunianami, a także o wcześniejszych doświadczeniach zawodowych oraz zetknięciach z czarnym sportem.

Opowiesz o kulisach dołączenia do sztabu szkoleniowego Apatora?

Rozmowy z Tomkiem Bajerskim rozpoczęły się na jesieni ubiegłego roku. Znaliśmy się dobrze i byliśmy w kontakcie, od kiedy Tomek przejął funkcję trenera toruńskiej drużyny. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że w klubie brakuje osoby, która w trakcie sezonu zaopiekowałaby się chłopakami od strony przygotowania fizycznego i była z nimi przez cały czas. Ja osobiście uważam, że w zespole przydaje się taki trener, zatem postanowiliśmy wcielić to w życie. Tomek zgłosił się z tym tematem do Pani Prezes Ilony Termińskiej, która miała okazję poznać mnie już wcześniej, więc wiedziała kim jestem i czym dokładnie się zajmuję. Rozmowy przebiegały bardzo sprawnie, dlatego po kilku minutach mieliśmy zawarte porozumienie. 

To od kiedy pracujesz z drużyną?

Ja rozpocząłem swoje działania dopiero po starcie rozgrywek, ponieważ wcześniej nasi zawodnicy byli w rozjazdach i przygotowywali się indywidualnie, w miarę własnych możliwości oraz potrzeb. Juniorzy i adepci szkółki szykowali się natomiast pod okiem trenera Wójtowicza. Nie chcieliśmy tego w żaden sposób zaburzać. Z podstawowego składu miałem na miejscu tylko Adriana Miedzińskiego oraz Igora Kopcia-Sobczyńskiego, z którymi i tak współpracuję na co dzień, więc tego się trzymaliśmy. Potem wybuchła pandemia i mieliśmy ograniczone możliwości kontaktu, dlatego zorganizowanie jakichś wspólnych zajęć przed sezonem było mocno utrudnione i tak naprawdę mijało się z celem. Prawda jest taka, że bardzo szybko znaleźliśmy z Tomkiem wspólne mianowniki i wiedzieliśmy o co nam chodzi we wzajemnej współpracy. Okazało się, że nadajemy na tych samych falach, więc w odpowiednim momencie mogłem zabrać się do roboty.

Jakie obowiązki spoczywają na Twoich barkach?

Przejąłem pieczę nad całą drużyną w zakresie różnorodnych aspektów przygotowania fizycznego głównie podczas meczów ligowych, ale powiedzmy, że poza meczami również. Odpowiadam przede wszystkim za rozgrzewkę przedmeczową i opiekę nad zawodnikami w czasie poszczególnych spotkań. Zajmuję się też suplementacją w okresie poprzedzającym zawody, a poza tym służę pomocą w doborze diety i właściwego odżywiania. Można powiedzieć, że każdego dnia jestem do dyspozycji zawodników, żeby poprawiać ich dyspozycję oraz samopoczucie. W naszym sztabie szkoleniowym jest jeszcze fizjoterapeuta, który również spełnia swoją rolę, kiedy zajdzie taka potrzeba. Wszyscy dbamy o chłopaków z Apatora najlepiej, jak tylko potrafimy.

Jakie założenia mają Wasze rozgrzewki, które cieszą się coraz większą popularnością w telewizji i mediach społecznościowych, ponieważ są bardzo żywiołowe oraz widoczne?

Rozgrzewka na pewno ma zjednoczyć drużynę oraz zapewnić trochę uśmiechu, zabawy i wzajemnej rywalizacji. Chodzi o wprowadzenie przyjaznej atmosfery, żeby to faktycznie była drużyna, a nie zlepek indywidualności. W taki sposób buduje się team spirit. To coś więcej niż tylko zbiór wspólnych ćwiczeń i aktywności widocznych gołym okiem. Praktykowana przez nas rozgrzewka o charakterze ogólnorozwojowym ma również oddziaływanie czysto sportowe, ponieważ pozwala przygotować ciało i mięśnie zawodników do zbliżającego się wysiłku meczowego. Jej elementem musi być rozciąganie, które spowoduje, że ciało stanie się znacznie bardziej gibkie i elastyczne. W sporcie żużlowym bardzo ważne jest również rozgrzanie układu nerwowego, poprawienie czasu reakcji oraz wypracowanie pełnej koncentracji. Kiedy przygotowujemy się do zawodów, to zwracamy uwagę na wszystkie wymienione aspekty. Nasza rozgrzewka ma charakter wstępny, ponieważ odbywa się półtorej godziny przed meczem. Potem każdy zawodnik musi jeszcze porozciągać się i porozgrzewać we własnym zakresie tuż przed wyjazdem na tor. Jeżeli ktoś potrzebuje mojej pomocy na tym etapie, to zawsze jestem do dyspozycji. Krótko przed pierwszym biegiem wykonuję jeszcze ćwiczenia na refleks pojedynczo z każdym zawodnikiem, żeby poprawić skupienie i zapewnić gotowość do rywalizacji.

Jakie jeszcze zadania spadają na Ciebie podczas meczów ligowych, bo można zauważyć, że cały czas jesteś blisko zawodników.

Staram się pomagać chłopakom, jak tylko mogę. Bez przerwy wożę ze sobą chociażby okłady żelowe, żeby schładzać zawodników w razie wysokich temperatur albo jakichś nagłych urazów. Czuwam przy nich na każdym kroku, podając również specjalne żele energetyczne. Jeżeli widzę, że komuś potrzeba pomocy, to od razu jestem przy nim i zaczynam działać sam, albo przy pomocy fizjoterapeuty. Trudno ubrać w słowa czym dokładnie zajmuję się podczas meczów, ponieważ to wszystko zależy tak naprawdę od sytuacji. Akcja na stadionie dzieje się bardzo szybko, więc kolejne obowiązki przeważnie pojawiają się nagle. Na pewno nie mogę powiedzieć, że moja praca kończy się półtorej godziny przed meczem po zrobieniu rozgrzewki, a potem mnie nie ma. Przez całe spotkanie zachowuję stuprocentową gotowość do działania. Kluczowe znaczenie ma uważna obserwacja wszystkich zawodników, żeby wiedzieć czy nic złego się nie dzieje i reagować tak szybko, jak tylko się da.

Czy pomiędzy meczami trenujesz z toruńskimi zawodnikami czy każdy z nich nadal idzie indywidualnym torem?

W tej chwili pomiędzy meczami zajmuję się tak naprawdę jedynie Adrianem oraz Igorem, ponieważ oni od wielu lat są moimi podopiecznymi w zakresie codziennego treningu indywidualnego. Pozostali zawodnicy mają własny system przygotowań oraz podtrzymywania formy, dlatego nikomu nie chcemy niczego zakłócać i koncentrujemy się przede wszystkim na współpracy meczowej. To jednak nie znaczy, że reszta chłopaków jest pozostawiona samym sobie. Każdy może na mnie liczyć. Mogę na przykład udzielić porady albo uruchomić swoje kontakty i nakierować na odpowiednie osoby. Zawodnicy mają mój numer telefonu i mogą dzwonić o każdej porze dnia i nocy, gdyby czegoś potrzebowali lub mieli jakieś wątpliwości. Jeżeli jestem w stanie pomóc, to na pewno pomogę.

Na jakie elementy treningu zawodnicy powinni zwrócić uwagę w trakcie sezonu?

Na tym etapie ćwiczenia powinny być nastawione na stabilizację, równowagę, wzmacnianie mięśni głębokich oraz utrzymywanie kondycji wypracowanej przed sezonem. Nasi zawodnicy na pewno nie przespali zimy, dzięki czemu teraz mają dobrą bazę do dalszych treningów i wiedzą co należy robić.

W jakim stopniu możesz wpływać na dyspozycję chłopaków? Masz poczucie, że wykonujesz coś naprawdę ważnego?

Staram się o tym nie myśleć i nie rozważać jak wielki jest mój wkład. Nie jestem w stanie powiedzieć w ilu procentach moja pomoc jest potrzebna czy skuteczna i co by było, gdyby jej zabrakło. Uważam, że takie przemyślenia byłyby kompletnie bez sensu. Ja po prostu koncentruję się na tym, żeby wykonywać swoją pracę najlepiej jak potrafię. Działam dla dobra zawodników i to jest dla mnie najważniejsze. Jeżeli widzę, że w zespole jest team spirit, wszyscy chodzą uśmiechnięci i można wyczuć ducha drużyny, to po prostu wiem, że spisałem się dobrze i poszedłem we właściwym kierunku ze swoimi działaniami. Mam ogromną satysfakcję, kiedy przedmeczowe rozgrzewki przypadają wszystkim do gustu i pozwalają scalić chłopaków. Tyle naprawdę mi wystarczy.

W jaki sposób zawodnicy podchodzą do Twoich działań?

Wydaje mi się, że chętnie wykonują zlecane przeze mnie ćwiczenia i widzą sens w podejmowanych aktywnościach. Nie ukrywam, że na początku miałem trochę obaw, ponieważ w toruńskim klubie nigdy wcześniej nie było czegoś takiego. To jest tak naprawdę pierwszy sezon, kiedy żużlowcy z Torunia mają obok siebie trenera od przygotowania fizycznego, który jest z nimi przez cały czas. Ja również jeszcze nigdy nie byłem tak blisko klubu w trakcie sezonu, więc nie wiedziałem jak to wszystko wypadnie w praktyce i jak zostanie odebrane. Na wstępie Tomek Bajerski zapytał zawodników czy rzeczywiście potrzebowaliby osoby od przygotowania fizycznego w sztabie szkoleniowym. Okazało się, że była jednogłośna aprobata dla zaproponowanej formy współpracy i wszyscy chcieli spróbować czegoś takiego. Wydaje mi się, że całość poszła we właściwym kierunku i bardzo dobrze się poukładała. Przy okazji poszczególnych meczów ligowych wspomniane wcześniej rozgrzewki za każdym razem są trochę inne. Nie możemy pozwolić sobie na monotonne powtarzanie tych samych schematów. Zależy mi na tym, żeby zawodnicy nie przyzwyczajali się do danych ćwiczeń i nie wykonywali ich z automatu. Wtedy tak naprawdę nie byłbym do niczego potrzebny, bo sami mogliby wszystko zrobić. Cały czas staram się wprowadzać jakieś urozmaicenia, takie jak chociażby krótka gra w piłkę nożną albo siatkówkę. Chodzi o to, żeby drużyna miała okazję do współpracy, co potem ma przekładać się na wspólną jazdę po torze.

Co zrobić, żeby wzbudzić zaufanie zawodników? Oni przecież muszą poczuć, że znasz się na swojej robocie i możesz im naprawdę pomóc.

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Ja po prostu jestem sobą, nie próbuję robić niczego na siłę ani w żaden sposób cudować. Wykonuję wszystkie obowiązki najlepiej jak potrafię, ale jednocześnie nie obiecuję gruszek na wierzbie. Prawda jest taka, że po tych naszych pierwszych rozgrzewkach, które miały dla nas charakter testowy, podchodziłem do zawodników i najzwyczajniej w świecie pytałem czy taka forma zajęć im odpowiada, czy może coś należałoby zmienić. Od samego początku postawiłem na konsultacje z zawodnikami, żeby wszystko jak najbardziej ulepszyć. Wydaje mi się, że to był jeden z kluczy do sukcesu i wzajemnego porozumienia. Większość chłopaków mówiła, że wszystko jest w porządku, ale niektórzy zasugerowali, że czegoś im brakuje i coś należałoby dodać, albo zamienić. Dzięki temu każdy miał poczucie, że jest zauważony, może się wypowiedzieć i wpłynąć na podejmowane przez nas aktywności. Grunt to słuchać zawodników i nastawiać się na współpracę. Nie można mieć klapek na oczach i ograniczać się tylko do własnego spojrzenia. Trzeba otwierać się na innych. Ja naprawdę bardzo dużo rozmawiam z chłopakami, a także z Tomkiem Bajerskim. Cieszę się, że wszyscy gramy do jednej bramki i jesteśmy w stanie się dogadać. Moim zdaniem tworzymy bardzo fajną drużynę. Miejmy nadzieję, że to wszystko przeniesie się niebawem na pole ekstraligowe.

W jaki sposób ułożyć swoje relacje z zawodnikami, żeby wszystko działało, a przy okazji miało ręce i nogi?

Zawsze powtarzam, że na wszystko jest czas, tylko trzeba to wyczuć i odpowiednio wyważyć. Jeżeli musimy popracować, to bądźmy profesjonalistami i zachowujmy się jak zawodowcy, a jeżeli możemy pozwolić sobie na rozrywkę, to wrzućmy trochę luzu do naszych aktywności. Na pewno nie należy popadać w żadną skrajność i być przesadnie surowym, albo przesadnie pobłażliwym. Wiadomo, że wszyscy się znamy, ale podczas treningu nie może być zbyt dużej swobody i podejścia na zasadzie hulaj dusza piekła nie ma, bo nie podołamy naszym obowiązkom. Trochę dyscypliny zawsze się przyda. Nie możemy zwracać uwagi na to, że jesteśmy kolegami, bo przestaniemy się przykładać i zaczniemy traktować wszystko ulgowo. Po godzinach pracy możemy mieć koleżeńskie relacje, śmiać się do woli i zjadać wspólne kolacje, ale na zawodach mamy jakieś zadania do wykonania, dlatego wtedy to ja jestem trenerem, a chłopacy są moimi podopiecznymi, którzy mają stosować się do pewnych poleceń i słuchać moich wskazówek. Nie można pozwolić, żeby ktokolwiek wszedł tobie na głowę, ponieważ w takiej sytuacji dobra współpraca dobiegnie moim zdaniem końca.

Jakimi współpracownikami są żużlowcy Apatora?

Nie mogę powiedzieć, że to trudne charaktery, do których trzeba mieć specjalne podejście. Z mojej perspektywy naprawdę wszystko się klei. W tym roku mamy fajną drużynę, więc wzajemna współpraca jest czystą przyjemnością. Myślę, że nadajemy na tych samych falach. Jeżeli komuś coś by nie pasowało, to od razu byśmy rozmawiali i wszystko wyjaśniali, ale na razie nie było takiej sytuacji. Myślę, że konsultacje prowadzone od samego początku, o których już wspomniałem, spełniły swoją rolę, dlatego teraz poruszamy się po stabilnym gruncie. W tym miejscu chciałbym dodatkowo zaznaczyć, że współpraca układa się bardzo dobrze nie tylko z zawodnikami, ale również z trenerem Bajerskim oraz włodarzami klubu. Mam nadzieję, że nic się nie popsuje i w dalszym ciągu będziemy zmierzać tą drogą. Jeżeli tak będzie, to nasz powrót do ekstraligi może być bardzo owocny.

Powiesz coś więcej na temat współpracy z Tomkiem Bajerskim? To wydaje się ciekawe, bo obaj musicie zadbać o chłopaków, ale w nieco inny sposób.

Na samym początku ustaliliśmy, że Tomek jest od drużyny oraz aspektów sportowych, a ja od przygotowania fizycznego. Obaj nie wchodzimy sobie w paradę i skupiamy się na własnych obowiązkach. Tak naprawdę dostałem wolną rękę w zakresie mojej pracy, ponieważ Tomek bardzo mi ufa. Współprace oparte na zaufaniu zwykle okazują się najlepsze, ponieważ nie trzeba się wzajemnie sprawdzać i kontrolować. Nie ma również niepotrzebnych ingerencji w dziedzinę, na której druga osoba nie zna się tak dobrze, jak ta pierwsza. Mam wrażenie, że nasze relacje układają się wzorcowo.

Wygląda na to, że coraz więcej klubów stawia na trenerów od przygotowania fizycznego. To jest chyba jeden ze znaków dzisiejszych czasów, bo zawodnicy starszej daty zapewne nie mieli z czymś takim do czynienia.

Moim zdaniem każdy klub sportowy, niezależnie od dyscypliny, powinien mieć trenera od przygotowania fizycznego i motorycznego. Główny trener opowiada za skład, ustalanie taktyki i sprawy związane stricte z danym sportem, dlatego przydaje się osoba z zewnątrz, która spojrzy na zawodników świeżym okiem, nie tylko przez pryzmat ich predyspozycji do uprawiania konkretnej dyscypliny i realnych możliwości na arenie sportowej. To wszystko może zadziałać na korzyść danej drużyny. W mediach społecznościowych i nie tylko widać, że przygotowanie fizyczne staje się coraz ważniejszym czynnikiem dla zawodników, więc dobrze zapewnić im jak największe wsparcie w tym zakresie. Na przestrzeni lat wiele pozmieniało się w tym temacie. Wystarczy popatrzeć jak przygotowują się najlepsi. Osoby, które przykładają dużą wagę do regularnych, sumiennych i dobrze dopasowanych treningów zazwyczaj zbierają tego owoce, dlatego większość chce zmierzać w tym samym kierunku. Należy pamiętać, że sezon żużlowy w normalnych warunkach trwa od kwietnia do października i bywa bardzo intensywny. Czasami dawało się słyszeć, że niektórym zawodnikom starczało sił jedynie do połowy rozgrywek. W pewnym momencie pojawiała się słabość, rozprężenie i forma uciekała. Właściwe podejście do kwestii przygotowania fizycznego pozwala zapobiegać takim sytuacjom. Prawda jest też taka, że zbudowanie wysokiej formy przed sezonem i pielęgnowanie dobrej kondycji na przestrzeni sezonu pomaga zawodnikom zachować spokojną głowę i pewność siebie. Jeżeli zawodnik jest przekonany, że właściwie przygotował się do wyjazdu na tor i dawał z siebie sto procent, to głowa funkcjonuje zupełnie inaczej i nie trzeba szukać przyczyn ewentualnych niepowodzeń w tym aspekcie. Czasami zawodnik zdaje sobie również sprawę, że mógł przepracować zimę trochę inaczej i przygotować się lepiej. Teraz mamy do czynienia z dużo większą świadomością treningową, a poza tym znacznie więcej mówi się o wszelkiego rodzaju aktywnościach fizycznych. Na tapecie jest też zdrowe odżywianie, a przecież do niedawna nikt o tym nie myślał. Niedziele wyglądały tak, że przed meczem jadło się schabowego, albo jakieś gołąbki, natomiast teraz jest to raczej nie do pomyślenia. W tym momencie zawodnicy zwracają uwagę na to, co jedzą i pilnują swojej wagi, która wielokrotnie jest bardzo niska. Obecne wagi wielu chłopaków kiedyś byłyby totalną abstrakcją. Świat fit stał się niezwykle popularny, więc wszyscy zaczynają zauważać, że warto przykładać się do treningu fizycznego oraz stawiać na wszelkie aspekty związane ze zdrowym stylem życia. Jeżeli ktoś jest laikiem i patrzy na żużel z boku, to pewnie może powiedzieć, że to żadna wielka filozofia wziąć motocykl i przejechać cztery okrążenia. Niektórzy zapewne zastanawiają się, gdzie ci zawodnicy mogą się zmęczyć, ale zapewniam, że mogą, dlatego tak ważne jest właściwe przygotowanie fizyczne przed sezonem i podtrzymywanie dobrej kondycji w trakcie sezonu. Do tego potrzeba jednak osoby, która wskaże odpowiednie kierunki działań i przeprowadzi sportowca przez cały ten proces. Stąd się bierze ściąganie do klubów trenerów od przygotowania fizycznego.

Ty już miałeś trochę do czynienia z żużlowcami, prawda?

Zgadza się, ale wcześniej to wyglądało zupełnie inaczej niż teraz. Ja współpracowałem indywidualnie z niektórymi zawodnikami, zwłaszcza w okresie przygotowawczym do sezonu, ale nie tylko. Najpierw zgłosili się do mnie bracia Pulczyńscy, a potem Adrian Miedziński oraz Igor Kopeć-Sobczyński. Był również okres współpracy z Kacprem Gomólskim, kiedy zawodnik ten jeździł dla zespołu z Torunia. Zawsze wspierałem chłopaków z mojego macierzystego klubu i działałem lokalnie. Jeszcze nigdy nie odpowiadałem jednak za pracę z całą drużyną w czasie sezonu, tak samo jak w tym roku. Co prawda miałem okazję współpracować z klubem, ale to było jedynie w okresie zimowym, dlatego w trakcie rozgrywek pozostawałem z boku tego wszystkiego i nie siedziałem w tym od środka.

Na czym polegała ta współpraca w okresie zimowym?

Odpowiadałem za przygotowanie juniorów do sezonu. To był okres, kiedy toruńską drużynę prowadził Jacek Gajewski, a trenerem młodzieży był Robert Kościecha. Przyznam szczerze, że naprawdę bardzo dobrze wspominam tamtą współpracę, ponieważ stała na niesamowitym poziomie. Do dzisiaj mam w głowie słowa Roberta, który powiedział, że nie będzie wtrącał się w moją robotę, bo ja odnajduję się w tym znacznie lepiej. Robert był z nami na każdym treningu, jednakże zdawał sobie sprawę, że to jest moja działka, a ja doskonale wiem co robię, bo się na tym znam. Naprawdę dobrze się dogadywaliśmy i mieliśmy jasny podział obowiązków. Pamiętam, że tamten sezon zakończyliśmy ze srebrnymi medalami, więc to był 2016 rok. Potem w Toruniu pojawił się Jacek Frątczak i moje kontakty z klubem nagle się urwały, więc skupiałem się na współpracach indywidualnych z wymienionymi wcześniej zawodnikami, które kontynuuję do dzisiaj. Na szczęście teraz znowu mogę być dodatkowo blisko drużyny i ponownie nie mam prawa narzekać na nasze relacje.

Jak wyglądają zajęcia, które przygotowujesz dla swoich podopiecznych w okresie przedsezonowym?

Każdy etap przygotowań do sezonu jest podzielony na cykle, które obejmują między innymi budowanie siły, dynamiki etc. Nie ukrywam, że w tamtym czasie moi podopieczni dostają spory wycisk, ale muszą wypracować sobie stabilne fundamenty, żeby potem sprostać długim i wyczerpującym rozgrywkom. Należy jednak pamiętać, że zawodnicy muszą mieć pewnego rodzaju świeżość po takim morderczym cyklu przygotowawczym. Cały zimowy system treningowy jest skonstruowany w taki sposób, że im bliżej sezonu, tym bardziej schodzimy z intensywności ćwiczeń. Nie może być ciągłego katowania, ponieważ to nic nie da. Dzięki takiemu podejściu zawodnicy są wypoczęci i mogą ze spokojem przystępować do rywalizacji na torze.

Sporo mówi się o tym, że właściwie przepracowana zima to klucz do sukcesu, a jakieś zaniedbania w tym okresie mogą odbijać się potężną czkawką.

W przerwie międzysezonowej na zawodnikach spoczywa tak naprawdę ogromna odpowiedzialność, ponieważ trzeba właściwie przygotować się do sezonu. W czasie rozgrywek można pielęgnować jedynie to, co wypracowało się wcześniej i utrzymywać formę. Wtedy nie ma miejsca na jakieś konkretne poprawki czy nagłe zmiany ćwiczeń, ponieważ to nie przyniosłoby niczego dobrego. Takie coś nazwałbym szczytem niekompetencji. Najpoważniejszy cykl treningowy przypada na miesiące zimowe i rzutuje na postawę zawodnika w poszczególnych zawodach rozciągających się na przestrzeni wielu tygodni. Jeśli w tym okresie pojawią się jakieś zaległości, to potem nie da się tego nadrobić, bo zburzymy cały porządek. Każda faza sezonu ma swoje charakterystyczne aktywności treningowe, których należy się trzymać, żeby nie było bałaganu. W tym roku akurat może jest trochę inaczej, bo pandemia spowodowała, że zawodnicy nie mają tylu startów, ale mimo tego nadal potrzebują dobrej kondycji, którą mogą budować i poprawiać głównie przed sezonem.

Czy można stworzyć wspólny plan treningowy dla wszystkich zawodników?

Nie ma takiej opcji. W naszej pracy w ogóle nie powinno być takiego stwierdzenia, jak plan grupowy. Każda osoba jest inna i wymaga odmiennego podejścia oraz treningu. Niektóre rzeczy zależą od wieku lub aspektów zdrowotnych i przebytych kontuzji. Dany zawodnik może mieć problem z wykonaniem konkretnego ćwiczenia ze względu na jakieś ograniczenia ruchowe albo zaleczanie urazów. Różnice dotyczą także podejścia do wagi. Jedna osoba potrzebuje schudnąć, druga przytyć, a trzecia utrzymać dotychczasową wagę. To wszystko rzutuje na zestaw ćwiczeń, więc nie ma czegoś takiego jak jednolity plan treningowy. Nie mogę dać wszystkim kartki z odgórnie przyjętymi założeniami, ponieważ do niczego nie dojdziemy. Współpraca za każdym razem musi opierać się na indywidualnych konsultacjach oraz określeniu celów treningowych. Zawsze robi się badania krwi i testy wydolnościowe, żeby wszystko starannie dopasować. Nie może być żadnej przypadkowości. Niczego nie będziemy wyciągać z kapelusza, bo zmarnujemy czas, a jednocześnie nie osiągniemy oczekiwanych efektów. Każdy musi przygotowywać się po swojemu. Baza treningowa zazwyczaj jest podobna, ale pozostałe ćwiczenia muszą być zróżnicowane.

W jaki sposób możesz badać efekty swojej pracy?

Tak naprawdę jest wiele metod. Oprócz subiektywnych odczuć, których nie da się uniknąć, najbardziej wydajnym sprawdzianem są wszelkiego rodzaju testy, które można wykonywać na zawodnikach. Najczęściej mówi się o testach wydolnościowych, ale u nas na siłowni jest także specjalna maszyna, która bada strukturę ciała i pokazuje nam ilość masy mięśniowej, tkanki tłuszczowej oraz rozkłady wody w poszczególnych partiach. Dzięki takim badaniom możemy zobaczyć, czy zachodzą oczekiwane przez nas zmiany, a także sprawdzić jak wielkie są postępy. W tym momencie mamy naprawdę bardzo zaawansowane metody kontrolowania efektów naszej pracy.

Rozmawiałem z kilkoma zawodnikami i przyznam, że chwalą sobie Waszą współpracę.

Co ja mogę powiedzieć? Jest mi bardzo miło i chciałbym podziękować za wszystkie ciepłe słowa. Nie ukrywam, że to jest strasznie przyjemne, kiedy zawodnicy po meczu albo po skończonym treningu wysyłają mi wiadomość z podziękowaniami za pomoc. Dla mnie to jest zdecydowanie najlepsza i najbardziej wartościowa nagroda. Z mojej perspektywy zawsze najważniejsze jest dobro zespołu albo zawodnika, w zależności od tego z kim w danym momencie pracuję. Ja traktuję siebie jako ostatnią kostkę domina, ponieważ to moi podopieczni odgrywają kluczową rolę. Jeżeli moja praca przekłada się na innych i wszyscy są zadowoleni, to czerpię z tego ogromną satysfakcję. Wdzięczność drugiego człowieka jest cenniejsza od jakichkolwiek pieniędzy i stanowi największą zapłatę.

Wspomniałeś wcześniej, że praca w ramach klubu w trakcie sezonu to dla Ciebie nowość. Jak Ci się podoba taka forma działalności?

Praca w klubie stwarza wiele ciekawych perspektyw rozwoju na różnych płaszczyznach, ponieważ znacząco różni się od współpracy indywidualnej z danym zawodnikiem. Tak naprawdę to są dwie różne działki. Teraz odpowiadam za zupełnie inne rzeczy, ale to mi pasuje. Dla mnie to jest bardzo dobre i przydatne rozwiązanie, ponieważ mogę pogłębiać swoją praktykę zawodową oraz zdobywać kolejne doświadczenia. Mam okazję przetestować siebie na zupełnie innym polu oraz wypracować nowe umiejętności. To wszystko sprawia mi niesamowitą frajdę. Chciałbym jednak zaznaczyć, że współpraca indywidualna również jest dla mnie ważna i nadal bardzo ją lubię.

Wiadomo, że teraz jesteś jeszcze bliżej żużla, dlatego zastanawiam się czy prywatnie interesujesz się tym sportem?

Jasne, że tak. Żużel to moja pasja i jedna z dyscyplin, którymi żyję na co dzień. Zaczęło się od tego, że w dzieciństwie tata zabierał mnie na stadion, więc byłem blisko zawodników i złapałem bakcyla. W pewnym momencie sam przez chwilę byłem żużlowcem, a może raczej niedoszłym adeptem toruńskiej szkółki. Nie pamiętam dokładnie, kiedy to było, ale wydaje mi się, że należałoby to kojarzyć z początkami liceum, więc mówimy o odległych czasach. Tak naprawdę skończyło się na rocznym epizodzie w Toruniu. Później zaliczyłem jeszcze ze dwa lub trzy treningi w Grudziądzu, ale ostatecznie zrezygnowałem i oddałem się innym zajęciom, bo szybko zdałem sobie sprawę, że raczej nie będzie ze dobrego zawodnika. Czegoś ewidentnie mi brakowało. Do dzisiaj mam jednak motocykl żużlowy i raz na jakiś czas pojeżdżę sobie amatorsko. Prawdę mówiąc już dawno tego nie robiłem, ale myślę, że niebawem nadrobię zaległości. Sprzęt zawsze czeka w gotowości. Cieszę się, że nadal mogę być blisko żużla. Praca z zawodnikami na pewno przynosi mi wielką frajdę. Może nie udało mi się zostać żużlowcem, ale zdołałem znaleźć połącznie między moimi obecnymi zajęciami a czarnym sportem. Krótko mówiąc, robię to, co kocham. Praca zawsze sprawia mi przyjemność, dlatego nigdy nie chodzę do niej z przymusu, a przy okazji nie mam skwaszonej miny.

W tym roku masz okazję przebywać w parku maszyn podczas meczów ligowych Apatora. Jak Ci się podoba klimat tego dzikiego miejsca?

Atmosferę parku maszyn tak naprawdę znam od wielu lat, pomimo tego, że nie pełniłem żadnych oficjalnych funkcji. Zawsze kręciłem się w pobliżu, więc dla mnie to nie jest nic nowego. Teraz jednak nie jestem już jakimś przypadkowym gościem, tylko pełnoprawnym członkiem drużyny, na którym spoczywa niemała odpowiedzialność. Na pewno towarzyszy mi dodatkowy stres, ale jednocześnie otrzymuję też potężną dawkę adrenaliny. Naprawdę mocno żyję tym, że jestem częścią tego klubu i jeszcze bardziej niż zwykle zależy mi na dobrych wynikach. W tym momencie nie muszę już patrzeć z boku na ten żużlowy świat, dlatego czuję się pozytywnie nakręcony.

Jak oceniasz postawę Apatora w tym sezonie? Wyniki w pierwszej lidze chyba mogą się podobać.

Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się, że to wszystko będzie tak dobrze wyglądać. Od samego początku wychodziłem z założenia, że liga może być wymagająca. Nie miałem wątpliwości, że będziemy mocni, ale nigdy nie powiedziałbym, że zaczniemy notować takie wyniki. Jestem naprawdę podbudowany postawą chłopaków, ponieważ nie zakładałem, że praktycznie wszystko będziemy wygrywać. O mecze w Toruniu byłem spokojny, jednakże miałem lekkie obawy, jeżeli chodzi o spotkania wyjazdowe. Nasi zawodnicy nie byli częstymi bywalcami na torach pierwszoligowych rywali, więc dopuszczałem do świadomości, że mogą pojawić się problemy i trudne przeprawy. Oczekiwałem wielu meczów na styku, ale w rzeczywistości bardzo często wyjeżdżaliśmy z przewagą około dwudziestu punktów. Ostatnio co prawda przydarzyła się nam drobna wpadka w Ostrowie, ale myślę, że nie ma się co przejmować. Uważam, że Apator jest na dobrej drodze do awansu. Wiadomo, że dopóki piłka w grze, to wszystko może się zdarzyć i niczego nie można być pewnym, ale nie spodziewam się żadnych komplikacji. Trzeba po prostu zachować koncentrację i jak najlepiej pojechać mecze, które zostały nam do końca sezonu.

Koniec części pierwszej. W drugiej odsłonie naszego wywiadu, która zostanie opublikowana w kolejnym programie zawodów, Radosław Smyk opowie między innymi o wyborze własnej ścieżki zawodowej, bardziej ogólnych kwestiach związanych z pracą trenera personalnego, współpracy z innymi sportowcami oraz miłości do kulturystyki.

Rozmawiał: Karol Śliwiński