Aktualności

Krwiożercza batalia w obronie PGE Ekstraligi – zapowiedź meczu Get Well Toruń – Włókniarz Vitroszlif CrossFit Częstochowa

W niedzielę 6 sierpnia Get Well Toruń podejmie na własnym torze Włókniarz Vitroszlif CrossFit Częstochowa w meczu XII kolejki PGE Ekstraligi. Dla torunian żarty się skończyły. Runda zasadnicza wchodzi w decydującą fazę. Przed nimi trzy najważniejsze mecze sezonu. Ich wyniki dobitnie zweryfikują to, w jakim miejscu znajduje się toruński speedway, a także zadecydują o jego przyszłości. Rywale oczywiście mają swoje motywacje i nie ułatwią torunianom zadania. Na pierwszy ogień pójdą częstochowianie, którzy będą chcieli udowodnić, że nie pogrzebali jeszcze marzeń o play-off. „Anioły” czeka piekielnie trudna przeprawa, ale mają czego bronić. Żużlowa ekstraliga to w Toruniu niemal świętość. Początek niedzielnej rywalizacji o godzinie 16:30.

Dla żużlowego Torunia właśnie rozpoczyna się najważniejszy od wielu lat sprawdzian, którego tytuł brzmi „Obrona ekstraligowego bytu”. Przez okresie niecałych trzech tygodni, które pozostały do końca rundy zasadniczej, te trzy słowa powinny wyryć się głęboko w sercu wszystkich osób, którym los toruńskiego speedway’a nie jest obojętny. Te trzy słowa od pewnego czasu są i na pewno będą głównym wyznacznikiem działań osób związanych z toruńskim środowiskiem żużlowym. Tak trudnej sytuacji w Toruniu nie było od co najmniej 2006 roku. Wtedy klub walczył w barażach o utrzymanie. Nie jest wykluczone, że w sezonie 2017 może być podobnie. Szansa uniknięcia barażu wciąż jednak jest realna. To w tej chwili powinien być nadrzędny cel. Tegoroczne priorytety w pewnym momencie trzeba było zweryfikować. Szybko okazało się, że play-off stał się szczytem nie do osiągnięcia. W poprzednich sezonach toruńscy kibice niejednokrotnie mogli czuć rozczarowanie tym, że w rozgrywkach czołowej czwórki nie zawsze wszystko układało się po myśli, w zgodzie z oczekiwaniami i na miarę potencjału drzemiącego w drużynie, że ciężko było o złoto, o finał, a czasami nawet o medal. Mimo tego w ostatnich latach ta walka toczyła się w ligowym czubie. W tym sezonie najważniejsza dla torunian walka przeniosła się w dolne rejony tabeli. Trzeba się z tym pogodzić. Trzeba to zaakceptować. Aby nieco podnieść się na duchu wystarczy delikatnie spojrzeć wstecz. W ostatnich latach podobne perturbacje przechodziły zespoły z Leszna i Gorzowa, czyli inne wielkie ośrodki polskiego speedway’a. W którym miejscu są teraz? Za moment zaczną bić się o medale. Warto wierzyć, że w Toruniu może być podobnie. Ten sezon niesie dla Get Well bolesne straty pod względem wyników, ale niesie też naukę i być może pewne orzeźwienie na to co dopiero będzie. Wszystkie mecze, które do tej pory były w wykonaniu żółto-niebiesko-białych złe, niezadowalające, rozczarowujące należą do przeszłości. Czas przeszły dokonany, bez możliwości ponownego zamieszania w tych okolicznościach. Przeszłość w tym momencie należy odkreślić grubą kręską i skupić się na tym co jest teraz. A teraz będzie mecz z częstochowianami. Jeszcze wiele jest do uratowania. To co da się uratować zdecyduje o tym jak będzie wyglądać przyszłość.

Włókniarz Vitroszlif CrossFit Częstochowa na pewno przyjedzie do Torunia z dużo spokojniejszą głową. „Lwy” zagoszczą na MotoArenie z dużo silniejszym pazurem, a proces jego podostrzania będą chcieli przeprowadzić na zbliżających się wielkimi krokami rywalach. Nie jest tajemnicą, że biało-zieloni w ostatnim czasie poczuli świeżą krew. Bezpieczne utrzymanie w lidze już w zasadzie mają. To była sprawa priorytetowa. Teraz wyznaczają sobie nowe cele po to, by do końca rundy zasadniczej motywacja była wyżyłowana na maksa. Ile z tego wyjdzie zobaczymy. Prawda jest taka, że nawet w przypadku braku ich spełnienia żadna katastrofa się nie stanie. Częstochowianie w zasadzie nie mają nic do stracenia. Drużyna spod znaku Lwa zwietrzyła bowiem szansę na awans do play-off. Na razie zajmuje ona szóste miejsce, a w dorobku ma sześć oczek. Do czwartego miejsca traci w tym momencie siedem punktów. Niby dużo, ale na horyzoncie już powoli rysują się trzy dodatkowe punkty, przyznane z konta ROW-u Rybnik, na skutek dopingowej wpadki Grigorija Łaguty. Tym samym szansa na dogonienie gorzowian wciąż jest spora, a z punktu widzenia matematyki jak najbardziej możliwa. Nikt jednak nie mówi, że będzie łatwo. Kalendarz nie rysuje się dla częstochowian w różowych barwach. W najbliższych meczach nie będą zdecydowanym faworytem. Na swoim torze musieliby zatrzymać niezwykle rozpędzonych „Spartan”, a poza tym szukać punktów w Toruniu i Gorzowie. Jednak to dwóm ostatnim grunt w pewnym sensie pali się pod nogami. Jadąc bez presji i z dawką pozytywnej energii można w sporcie wiele zdziałać. Oni wykonali plan minimum. Wszystko co ponad mogą traktować jako bonus. Aby jednak plany o play-off móc wcielić w życie niezbędna będzie dobra postawa na MotoArenie. „Lwy” na pewno na nią stać. To jednak „Anioły” pojadą u siebie. Przed nimi jasna misja – zdobycie punktów potrzebnych od zaraz.

Ostateczny skład Get Well Toruń na ten mecz to w tej chwili jedna z największych zagadek. Awizowany skład należy traktować z lekkim przymrużeniem oka. Przed niedzielnym starciem może dojść w nim do wielu przetasowań. Przed drużyną treningi, a przed managerem ból głowy. Decyzja zamykająca całą sprawę może zapaść nawet tuż przed samym meczem. Jacek Frątczak wciąż ma w składzie więcej znaków zapytania niż pewnych punktów. Drużynie brakuje przewidywalnych liderów. To na ich barki można by zrzucić zdobywanie punktów w najważniejszych momentach, jednocześnie oczekując, że nie zawiodą. Pierwotnie wydawało się, że pewni występu w niedzielnym meczu są Adrian Miedziński i Michael Jepsen Jensen. Przed „Ligladem” stoi w tej chwili cel, aby utrzymać wyśmienitą formę z Leszna, gdzie rządził i dzielił. Później okazało się, że spokojny o miejsce w składzie może być także Chris Holder. Za kapitana anielskiego teamu cały Toruń trzyma kciuki. Jego forma jest jednak daleka od ideału. I choć w Szwecji ostatnimi czasy wyniki są naprawdę pozytywne to w Polsce wyraźnie nie może się odnaleźć. Wydawało się, że po meczu w Lesznie może nawet wypaść ze składu. Tak się jednak najprawdopodobniej nie stanie, o czym w dużej mierze zadecydowała sytuacja kadrowa. Pozostaje liczyć, że przebudzi się na MotoArenie i wykorzysta świetną jej znajomość. W niedzielę na pewno nie pojedzie Greg Hancock. Taką informację Frątczak przekazał podczas czwartkowej konferencji. Amerykanin wciąż odczuwa skutki wybicia barku po upadku w swoim biurze. Lekarze zalecają mu operację. Ta na wiele miesięcy weliminuje go z jazdy. Na razie próbuje doprowadzić się do stanu, który umożliwi mu dokończenie sezonu. Wiele jednak wskazuje, że może mu się to nie udać. Tym samym Get Well Toruń po raz kolejny traci swojego lidera. To poważne osłabienie. Gdyby tego było mało, w sobotę dotarła informacja, że w niedzielnym meczu nie pojedzie także Adrian Miedziński. Polak miał wystartować w III rundzie SEC, ale na treningu okazało się, że ma problemy z barkiem i powinien wrócić na dokładniejsze badania. W tej sytuacji pewny występu w niedzielnym meczu jest Grzegorz Walasek. Co prawda świetne wyniki, które notował w Mistrzostwach Polski Par Klubowych, czy w lidze szwedzkiej nie przełożyły się na dobry występ w Lesznie. Polakowi brakowało prędkości. Przeciwko częstochowianom będzie musiał jednak wystąpić, bo kończą się rezerwy. Wydawało się, że Jacek Frątczak ma kilka wariantów, a o doborze składu będzie decydować dyspozycja z treningów. Niestety po raz kolejny wszystko zdeterminowały kontuzje. Prawdopodobnie nie będzie zastępstwa zawodnika, bo sam manager mówi, że nie jest pewny czy w drużynie ma odpowiednią liczbę zawodników, którzy podołają temu zadaniu. W obwodzie pozostaje więc rewelacja meczu w Lesznie, Jack Holder. Włodarzom klubu udało się załatwić wszystkie formalności i Australijczyk może bez przeszkód występować w Get Well Toruń do końca rundy zasadniczej. Zawodnik przyleci do Polski i będzie trenował na MotoArenie. Jego występ w niedzielnym meczu jest bardzo prawdopodobny. Treningi po kontuzji wznowił też Paweł Przedpełski. W tej chwili jego kandydatura do składu też jest poważnie brana pod uwagę. Przed Jackiem Frątczakiem trudne dni i jeszcze trudniejsze wybory. Przed toruńskim zespołem wielka odpowiedzialność. Z pewnością manager zrobi wszystko, aby na ten ważny mecz zespół był optymalnie zestrojony. Aby tak się stało swoje do dorobku drużyny powinni dorzucić też juniorzy. Drużyna pojedzie piekielnie osłabiona, ale to nie przekreśla jej szans na sukces.

Włókniarz Vitroszlif CrossFit Częstochowa ma przed niedzielnym meczem znacznie mniej problemów i zagadek kadrowych do rozwiązania. Beniaminek zwykle nie ma łatwego zadania przy budowaniu składu, bo rynek w dużej mierze jest zagospodarowany. Często trzeba brać to, co zostaje. Częstochowianie postawili na mieszankę rajderów ze swojego środowiska, tych, na których raczej mogli liczyć i tych, którzy mieli coś do udowodnienia. Wyszła z tego całkiem interesująca mikstura. Wielu ni doceniało jej właściwości. I choć zdarzały się słabsze mecze, choć nie zawsze wszyscy jechali na miarę oczekiwań, a skład niejednokrotnie był podziurawiony jak szwajcarski ser, to częstochowianom na pewno nie można odmówić jazdy z pazurem. Wydaje się, że podopieczni Lecha Kędziory przyjadą do Torunia w swoim optymalnym składzie. Można odnieść wrażenie, że zoptymalizował się w zeszłotygodniowym meczu, gdy pod Jasną Górę przyjechali zielonogórzanie. Byli liderzy, druga linia i wsparcie juniorów. Częstochowskiej drużynie, zgodnie z oczekiwaniami, przewodzi Leon Madsen. Duńczyk jest w tej chwili czwartym najskuteczniejszym jeźdźcem PGE Ekstraligi. Prawdziwym objawieniem jest jednak Rune Holta. Popularny „Rysiu Holtański” sezon zaczął dość niemrawo. Początkowo był nawet tym do pary. W pewnym momencie jego forma eksplodowała i nagle stał się jednym z liderów. To dowodzi, że częstochowski klimat mu służy. Wydaje się, że w biało-zielonych barwach najbardziej zawodzą Andreas Jonsson i Matej Zagar. Szwed podchodził do tego sezonu ze sporymi nadziejami, ale z każdym kolejnym meczem pokazuje, że najlepsze lata chyba przeminęły. Wiele obiecywano sobie też po Słoweńcu. Nowe środowisko miało mu dostarczyć wielu pozytywnych bodźców. Niestety tylko pojedyncze mecze może uznać za pozytywne. Zwłaszcza na wyjazdach trudno mu się odnaleźć. W niedzielę od tej dwójki może wiele zależeć. Uzupełnieniem seniorskiego składu Włókniarza będzie Sebastian Ułamek. Wraca on do składu po dwóch meczach przerwy. Być może zadecydował o tym fakt, że na początku sezonu Ułamek miał okazję ścigać się na MotoArenie przy okazji Benefisu Roberta Kościechy. Ważnym punktem częstochowskiej drużyny mogą okazać się juniorzy. Sztab szkoleniowy może liczyć na punkty Oskara Polisa. Zapunktować potrafi też Michał Gruchalski. Konfrontacje juniorskie obu drużyn mogą mieć niebagatelne znaczenie dla losów tego meczu.

W dotychczasowej historii częstochowianie wygrywali w Toruniu dziesięciokrotnie. Dwie ostatnie porażki były szczególnie dotkliwe dla „Aniołów” – 34:56 oraz 34:59. To jednak sezony 2006 i 2008, a więc stosunkowo odległa przeszłość. Na MotoArenie „Lwy” jeszcze nigdy nie wygrały. Warto dodać, że w ośmiu meczach rozgrywanych na nowym stadionie tylko dwa razy dobili do granicy czterdziestu punktów. Poza tym ten sezon nie przyniósł częstochowianom jeszcze ani jednego zwycięstwa na wyjeździe. Statystyki przemawiają zatem za torunianami. To tylko liczby, ale w pewnym sensie podnoszą na duchu i budują lepszą atmosferę. Właśnie tego potrzeba toruńskiemu speedway’owi. Jednak „Lwów” na pewno nie można lekceważyć. To drużyna, która w opinii wielu ekspertów miała bić się o utrzymanie, a być może spaść. W tej chwili wygląda na to, że może bić się nawet o play-off. Droga jest otwarta. Chęci i determinacji na pewno nie zabraknie. W związku z tym torunianie muszą mieć się na baczności. Rywal na pewno będzie chciał drasnąć ich swoim pazurem. Niedzielny „Anioł” też prawdopodobnie będzie niebezpieczny i gotowy na zażartą walkę. Get Well Toruń przystąpi do rywalizacji bez lidera, ale za to z młodymi, ambitnymi i świadomymi nadchodzących wyzwań chłopakami. Oni wiedzą o co jadą. Zrobią wszystko żeby na torze pokazać ogień i uratować to, co w Toruniu żużlowo najcenniejsze. Planem minimum są dwa punkty za zwycięstwo w meczu. Nikt jednak nie broni oczekiwać, że żółto-niebiesko-biali zawalczą o bonus. Żeby tak się stało muszą wygrać co najmniej szesnastoma punktami. Jedno jest pewne. Po raz kolejny wszystko zweryfikuje tor. Właśnie teraz rozpoczyna się krwiożercza batalia w obronie PGE Ekstraligi.

Awizowane składy

Włókniarz Vitroszlif CrossFit Częstochowa
1. Leon Madsen
2. Andreas Jonsson
3. Matej Zagar
4. Sebastian Ułamek
5. Rune Holta
6. Michał Gruchalski

Get Well Toruń
9. Adrian Miedziński
10. Greg Hancock
11. Michael Jepsen Jensen
12. Grzegorz Walasek
13. Chris Holder
14.
15. Igor Kopeć-Sobczyński

Początek spotkania: 16:30
Sędzia: Paweł Słupski
Komisarz toru: Tomasz Welc

Autor: Karol Śliwiński